

Malowanie jest bez sensu, zmieniam zawód, już ostatecznie. Muszę mieć fach poważny - psychologia? prawo? Jeśli psychologia, to byłam zawsze praktykiem, choć nie rezygnowałam z aspiracji naukowych. Świadczy o tym kilkanaście artykułów w prasie fachowej oraz przewód doktorski otworzony niedawno.
Piszę pracę z zakresu wiktymologii. Przeczytałam, że ta nauka o ofiarach przestępstw rozpatruje świat w kategoriach krzywdy, cierpień i poniżenia człowieka, i pomyślałam, że nauka tak szlachetna nie powinna przeoczyć zagadnienia czerni. Zwróciłam się do doktora habilitowanego i poprosiłam o opiekę naukową nad moją pracą.
- Jakie pytanie postawiła pani przed sobą? - zapytał na wstępie doktor.
- Czy człowiek jest skazany na czerń.
- To dobre pytanie - pochwalił mnie, nie dziwiąc się specjalnie. -A czy zdefiniowała już pani pojęcie czerni?
- No nie właśnie.
- Nie szkodzi. W nauce tak bywa, że podstawowe pojęcia są niedookreślone - „człowiek” chociażby albo „wszechświat”, albo „szczęście”, albo „Bóg" - a cała konstrukcja na nich zbudowana jest poprawna. Więc i pani nie dookreśli pojęcia czerni, choć spróbuje się przybliżyć do niej, nieprawdaż? Czy czerń ma synonimy?
- Poniżenie, upokorzenie, udręka, mrok... ale to wcale nie przybliża.
- Czy da się ją wywieść od czegoś?
Czytaj więcej: Żeby wyćwiczyć jasność, należy przeżyć czerń, porządnie i do końca
Powiada się, że prawdziwą więzią wspólnotową jest język. Tutaj - to zakorzenienie w języku. Ale co, gdy wraz z językiem z tutaj, język z gdzie indziej od lat noszony w sobie jak wiatyk, zawłaszcza myśli - nawet sny - kiedy otwiera nowe, niedostępne przedtem obszary wrażliwości?
Lecz taka podróż - raz podjęta - prowadzi zwykle dalej: tam, gdzie gdzie indziej staje się niemiejscem - i to nie w tym znaczeniu, jakie nadaje mu francuski antropolog Marc Auge, ale tym - wziętym z filozoficznego języka gnozy - które oznacza miejsce poza granicą tego, co jest, poza czasem, kiedy człowiek - jakby w środku zakreślonego kredą koła - staje twarzą w twarz z sobą samym i zdumiony odkrywa, że przywołane gdzieś z dna pamięci imiona rzeczy, inkantacje, obrządki i ceremoniały odzyskują moc: że czas nie musi biec jak oszalały od nieszczęścia do nieszczęścia, od klęski do klęski, ale może układać się w uporządkowane sekwencje, wszystko powraca na swoje miejsce, tam gdzie być powinno - klimaty dzieciństwa, zapachy, dźwięki, poczucie bezpieczeństwa, nawet duchy odzyskują bezpieczne istnienie. Że wystarczy znaleźć właściwe zaklęcie, właściwe słowo. No właśnie, słowo...
Lekcja łaciny, Adam Wodnicki
Wyd. Austeria, 2016
W pałacowym ogrodzie spotykam Faustę. Flavia Maxima Fausta, żona cesarza - szczupła, niewysoka blondynka o okrągłej twarzy - patrzy na mnie spod mocno zarysowanych brwi dużymi, lekko wypukłymi oczami.
- Co robisz w moim ogrodzie? - pyta.
Jest piękna w białej, przewiązanej pod biustem stoli, w narzuconej na ramiona, spiętej fibulą palli. Nie wiem dlaczego - może z powodu śródziemnomorskiej karnacji - przypomina arabskie dziewczęta, które przed południem, podczas sobotniego targu w Arles, przekomarzają się na bulwarze des Lices z ciemnowłosymi chłopcami o podgolonych skroniach.
- Pani - odpowiadam - wybacz, nie znam etykiety cesarskiego dworu. Nie wiem, jak się należy zachować, jak wyrazić szacunek żonie władcy Zachodu. Znalazłem się tutaj przez nieuwagę. Zabłądziłem w nie moje strony. Mieszkam w innym czasie.
Patrzy na mnie uważnie.
Zapytałeś mnie jaka korzyść z Ewangelii czytanej po grecku.
Odpowiem, że przystoi abyśmy prowadzili
Palcem wzdłuż liter trwalszych niż kute w kamieniu,
Jak też abyśmy, z wolna wymawiając głoski,
Poznawali prawdziwe dostojeństwo mowy.
Przymuszonym uwagą, nie dalszy niż wczoraj
Wyda się tamten świat, choć twarze cezarów
Inne dziś na monetach. Ciągle trwa ten eon,
Lęk i pragnienie te same, oliwa i wino
I chleb znaczą to samo. Również chwiejność rzeczy
Chciwej jak niegdyś cudów. Nawet obyczaje,
Uczty weselne, leki, płacze po umarłych
Różnią się tylko pozornie.
I tak na każdej stronie wytrwały czytelnik
Dwadzieścia wieków widzi jako dni dwadzieścia
Kres mającego raz kiedyś eonu.
Czesław Miłosz
Coraz częściej marzy mi się pobyt w jakimś eremie. Dostać małą celę, czymkolwiek się posilić, bo nawet bym z tego cholernego gotowania zrezygnował, i całymi dniami rozmyślać. Cudowne życie człowieka, który rozmyśla nad naturą świata.
„Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki”.
W ciele człowieka słowo pęka na dwoje, na substancję i istotę. Gdy ta pierwsza znika, druga, pozostając bez kształtu, daje się wchłonąć tkankom ciała, jako że istota nieustannie poszukuje materialnego nośnika; nawet jeśli ma się to stać przyczyną wielu nieszczęść.
Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk
W ciele człowieka słowo pęka na dwoje, na substancję i istotę. Gdy ta pierwsza znika, druga, pozostając bez kształtu, daje się wchłonąć tkankom ciała, jako że istota nieustannie poszukuje materialnego nośnika; nawet jeśli ma się to stać przyczyną wielu nieszczęść.
Szczęście stało się dziś obowiązkiem. Ludzie smutni czy melancholijni postrzegani są jako nieudacznicy. Tymczasem w życiu jednostki i w życiu zbiorowości dzieją się rzeczy bolesne, przerażające, okropne. I może warto się z nimi zmierzyć inaczej niż przez optymistyczne machnięcie ręką? Mamy prawo do rozpaczy. Rozpacz bywa sensowna. Jest przyznaniem, że życie nie jest sprawiedliwe i czasem musimy przegrać. A wtedy potrzebujemy innych ludzi, którzy z nami tę rozpacz podzielą.
Agnieszka Graff
Odwiedza nas 44 gości oraz 0 użytkowników.