
Pierwszego stycznia pierwsi goście - śmieciarz i kominiarz. Składa nam też życzenia kurwa z mieszkania na dole. Powszechnie uważa się tu, że pierwszego dnia roku takie życzenia „przynoszą szczęście”. Nie wiem, czy tak jest, ale to pewne, że w tych dniach z dużym i pełnym uwagi napięciem obserwuje się tu drobne zabobony i nie jest to objaw wariacji; człowiek od zarania śledzi „znaki”, chciałby wiedzieć, czy jego losem kieruje siła wyższa. Myślę, że tak.
Dziennik 1949-1956, Sándor Márai

Prawdziwym zadaniem jest nie prze-żyć czas, lecz w-żyć czas w siebie.
Dziennik 1943-1948, Sándor Márai
Książę Machiavellego w nowym węgierskim przekładzie. Czytam go po południu w kawiarni, z ową wewnętrzną akceptacją, z jaką czytelnik od wieków potakuje autorowi, który nieoczekiwanie dostąpił całkowitego wypełnienia się rad i przepowiedni jego dzieła.
Teraz już rozumiem, dlaczego ta książka była - jak niesie wieść - jedną z ulubionych lektur, livre de chevet pewnego mojego znajomego w ostatnich latach. Metoda, jaką niegdysiejszy kronikarz domowy Cesarego Borgii zalecał swojemu księciu, jest zaskakująco prosta. Najlepiej uśmiercić - powtarza uparcie, niczym tezę główną, która może być w końcu urzeczywistniona na rozmaite sposoby, ale której jednoznaczna i zwięzła formuła nie podlega, według autora, dyskusji. Uśmiercić należy rodziny przeciwników, mieszkańców prowincji i miast. Uśmiercić, bo ten, kto się boi, jest tak samo niebezpieczny jak ten, kto nienawidzi. Uśmiercić, bo tak jest najprościej i najpewniej.
Rada nie jest nowa. Przeto książka jeszcze ciągle żyje i znajduje rezonans; z głębin XV wieku odzywa się głos, którego przekonywająca siła nie osłabła do dziś. Teraz, po czterystu latach, okazuje się nie mniej modna niż najnowsze bestsellery.
Dziennik 1943-1948, Sándor Márai

Męża opiewaj mi, Muzo, obrotnego, co wiele
Błąkał się, skoro obalił świętą warownię Troi.
Zobaczył miasta ludzi wielu i poznał ich myśli,
Dużo też w sercu przecierpiał bólu na morzu, o życie
Zabiegając i o to, by towarzysze wrócili.
A jednak ich nie ocalił, chociaż tak pragnął tego,
Albowiem zginęli przez swoje własne szaleństwo, głupcy,
Kiedy woły Heliosa Hyperiona zjedli,
A on odebrał im dzień powrotu. Zaczynając
Skądkolwiek, bogini, córko Zeusa, i nam to opowiedz.
Homer, Odyseja
(1, 1–10)
Odwiedza nas 210 gości oraz 0 użytkowników.