
(…) wydaje mi się, że życie duchowe poezji sytuuje się właśnie tutaj, na granicy między pamięcią i wyobraźnią. W przeciwieństwie do Johna Locke’a nie jestem filozofem, nie jestem więc pewien, jaką rolę odgrywa tu moment teraźniejszy. Czy jest tylko detonatorem pamięci, tajnym sprzymierzeńcem wyobraźni? Tego nie wiem. Jestem za to przekonany, że i pamięć, i wyobraźnia są poezji niezbędnie potrzebne i że ma ona jakby podwójną tożsamość - jest zależna od pamięci, ale bezustannie też wykracza poza jej granice, kuszona przez to, co niewiadome, nieskończone, tajemnicze. Jest zależna od pamięci także w takim sensie, że - w odróżnieniu od wszelkiego typu teorii, naukowej czy innej - poezja konstruuje się w oparciu o konkret. O konkret naszego życia, naszego dzieciństwa, a nawet o konkret tego oto dnia, tej godziny, tego spotkania, tego marzenia, tego obłoku, tej sali, tych krzeseł, tych twarzy, tych słów. Bez konkretu nie ma poezji. Ale jednocześnie jest ona stale kuszona przez coś innego, przez obietnicę „czegoś innego”, jakby nie spodziewała się, że świat widzialny zawiera w sobie całą odpowiedź. Nie wystarcza jej realizm czy, w jeszcze mniejszym stopniu, naturalizm. Jest jak niesforne, ciekawskie dziecko, które bawi się pod opieką rodziców - ale co rusz wymyka się spod ich kontroli, opuszcza terytorium, które mogą obserwować - aż wreszcie któregoś dnia opuści je na zawsze.
Nadal, podobnie jak Rilke, stawiamy sobie pytania o wartość współczesności, choć z wykorzystaniem innych niż za jego czasów pojęć i przykładów. Dołączyło do tego nowe zmartwienie: po straszliwych katastrofach XX wieku, po nieszczęściach, które trwale zagnieździły się w naszej pamięci i wyobraźni, drepczemy ostrożnie w miejscu, w którym poezja styka się ze społeczeństwem; „nie przekraczać tej linii”, jak głosi napis na skrzydle każdego samolotu pasażerskiego.

(…) Żegnajcie, piękne wizje!... Bez przerwy otwarty
Czeka na was port ramion mych nienasycony!
Przybywaj, kluczu ptaków wędrownych spłoszony,
Za którym tętni wiecznie śmierci krok uparty!
Spieszcie się, spieszcie!... Noc już bliska!... Wkrótce zginie

Prometeusz - Johann Wolfgang Goethe
Zakryj twoje niebo, Zeusie zasłoną chmur
I ćwicz się niby mały chłopiec, ciskając do celu
W wysokie dęby i w szczyty gór;
Ale musisz zostawić mi ziemię moją
I moją chatę, którejś nie budował,
I moje ognisko, którego żaru zazdrościsz mi.
Poezja jest najmniej techniczną ze sztuk, bierze się nie z warsztatu, nie z teorii, nie z nauki (chociaż, dodajmy, wykształcenie nikomu nie zaszkodzi, nawet poecie), tylko z nie dającego się przewidzieć ani zaplanować poruszenia umysłu i serca - kilka lat temu pięknie o tym mówił w tym samym miejscu Leonard Cohen. Dlatego poeci nie znają samych siebie, często żyją w niepewności, czekając cierpliwie na godzinę, kiedy otworzą się bramy języka.
Nie wiemy czym jest poezja, chociaż napisano o niej tysiące tomów, które możemy znaleźć we wszystkich większych bibliotekach. Każde pokolenie stwarza własną wizję poezji - chociaż zarazem dochowuje wierności pewnym tradycyjnym formom, nie zrywając ciągłości procesu, który zaczął się jeszcze przed Homerem i trwa do naszych czasów, do Antonio Machado i Zbigniewa Herberta, i dalej.
Owidiusz najpiękniejsze swoje wiersze napisał na wygnaniu, w małym miasteczku czy wiosce rybackiej nad Morzem Czarnym, w Tomi. Nie rozumiał miejscowego języka, i tylko - gdy patrzył na nieskończoną taflę wody - ciemne fale przypominały mu barwą Morze Tyrreńskie.
Jest przecież rzeczą śmieszną domagać się od wszystkiego korzyści poza rzeczą samą i pytać "jaka z tego dla nas korzyść" i "jaki pożytek"? Bo zaiste, jak twierdzimy, ten, kto pyta o to, nie jest bynajmniej podobny do tego, kto zna piękno i dobro, albo kto odróżnia przyczynę od współprzyczyny.
Arystoteles, Zachęta do filozofii (Proteptikos)
Odwiedza nas 149 gości oraz 0 użytkowników.