
Po lekturze zbioru opowiadań z wiedźmińskiego uniwersum, pozostaje pogratulować autorom oraz inicjatorom konkursu, w wyniku którego wyłoniono do druku ten zestaw opowiadań. Są czarujące, pozwalając wygłodniałemu czytelnikowi ponownie zanurzyć się w pełnokrwiste uniwersum, gdzie dobro i zło nie są jednoznaczne. Cudnie było móc tam powrócić. Ufam, że to nie jest koniec, a dopiero początek. On wrócił!
Andrzej Sapkowski przedstawia:
Wiedźmin. Szpony i kły
Wyd. superNOWA, 2017
"Czy widząc stopień ewolucji naturalnych mechanizmów - tu wkracza mistyka - nie powinniśmy się spodziewać podobnie zaawansowanej ewolucji społecznej? Ujmując to inaczej, w sposób mniej poetycki: czy jest jakiś sens w tym, że my, organizmy tak skomplikowane, żyjemy tak gównianym życiem? Chyba że w rozwoju historycznym znajdujemy się na etapie trylobitów. Z pewnością trylobit uważał się za nie byle co i był - w sposób irracjonalny, nie zawsze możliwy do wytłumaczenia - z siebie zadowolony.
Świat jest absurdem, życie mija nam na jedzeniu, spółkowaniu, konsumowaniu, marnotrawieniu czasu. I tak jednak różnica między ulicą jakiegokolwiek miasta a lasem albo polem jest tak nadzwyczajna, że nie mogę uwierzyć, że nie dokonaliśmy tego w jakimś celu. Zbyt wiele wymyśliliśmy, żeby nie aspirować do czegoś więcej: do sensowności, do wewnętrznego piękna, do pewnej doskonałości (?), która usprawiedliwiłaby cały wysiłek.
Odkrycie prozy Larkina za pomocą „Zimowego królestwa” jest jak odbycie podróży w głąb ludzkiej duszy. To tylko jeden sobotni dzień zimowy spędzony z Katherine, przecięty warstwą letniej reminiscencji sprzed lat, gdy miała ich ledwie kilkanaście. Pejzaż duszy rozpięty na skondensowanej ferii emocji, gdzie pośród wojennej zawieruchy, będącej ciężkim, ledwie zarysowującym tłem powieści, a ciążącym zarazem niemiłosiernie, rozgrywa się konceptualna gra znaczeń - jeden dzień, lecz co do treści, całe dotychczasowe życie głównych bohaterów.
Misteria Paschalia 2017 - Claudio Monteverdi: Selva Morale e Spirituale [VANITAS I]; polska premiera
Czytaj więcej: Musique sacrée de Monteverdi par le Poème Harmonique
Badacz obserwuje ogród z zainteresowaniem i zachwytem, jednak badania, jakie prowadzi w swoim laboratorium, często wiążą się z okrucieństwem eksperymentu, w którym to on stawia się w pozycji stwórcy i niszczyciela. Wie o tym, że to okrucieństwo, ponieważ zdążył już poznać, czyli skosztować z Drzewa Poznania rosnącego w ogrodzie, i wie, że czyni krzywdę. Wie też o bólu i cierpieniu roślin i zwierząt, więc pojawia się współczucie dla nich. Zachwyt nad przemijającym życiem, żal i poczucie winy, świadomość wszechistniejącego w świecie ożywionym bólu, ale i nadzieja, że nie wszystko umiera. W naturze widać jakąś niezniszczalną regułę istnienia, a to, co ginie, nie ginie naprawdę, a jedynie zmienia swoją postać, przechodzi metamorfozę podobną do metamorfozy opisywanej przez Owidiusza, służy za materiał budowy temu, co przyjdzie potem, i być może tym bardziej wyraźne i dotkliwe jest piękno każdego pojedynczego istnienia, ograniczonego czasem i przestrzenią do swego kształtu. Ponieważ badacz poznaje tajniki natury i naturę przeistoczeń, rozumie, że także jego ciało złożone jest z tych samych cząstek i podlega podobnym przemianom, jest przecież także tylko figurą taneczną materii. Dlatego autorka zwraca się do swojego „kościotrupa”, do swoich nóg, do swojego ciała, jakby było elementem odwiecznego tańca natury, uczestnikiem pewnego naturalnego i nieco nieludzkiego równocześnie porządku, świadkiem metamorfozy. Zwraca się do niego „ze smutkiem”, ale „i z czułością”, jakby to powiedział Josif Brodski. Oszczędne w metaforyce i nagromadzeniu epitetów, pozbawione patosu czy źle pojętej poetyckości, dalekie od jakichkolwiek religijnych uniesień, nieepatujące słownictwem naukowym, wiersze te, prześwietlając pod mikroskopem na wskroś fizyczność liścia, stają się nagle także metafizyczną rozmową z czytelnikiem, małym traktatem, z rodzaju tych, jakie układano w czasach przed wielkim rozdzieleniem. Stają się także wielkim hymnem na cześć życia, jego dotkliwości, piękna i konieczności.
- Cóż znowu, Sokratesie? - powiada Agaton - przecież nie przypuszczasz, żebym miał tak pełną głowę tego teatru i nie wiedział, że myślący człowiek przecież się więcej powinien bać kilku mądrych ludzi aniżeli tamtego tłumu durniów.
Uczta, Platon
Odwiedza nas 209 gości oraz 0 użytkowników.