

Wiele jest dziwów, lecz żaden z nich
Nie jest tak przedziwny jak człowiek.
On i przez morze, siwe
W pędzącej z południa wichurze,
Przedziera się pod wytrysłymi
Z dna bałwanami. I Ziemię,
Najpocześniejszą z bogów,
Tę wieczną, niezmożoną, z roku na rok
Nęka orką, gnając tam i z powrotem
Muły z ostrymi pługami.
Swawolne ptaki, plemiona
Srogich zwierząt, ryby w słonej topieli
Osacza wszystkie i więzi
Ciasnymi pętami sieci
Przemyślny człowiek. Sposoby
Zna, by nad zwierzyną z pustkowia,
Wędrującą po wzgórzach, panować
I żeby bujnogrzywym koniom
I niestrudzonym bykom górskim
Karki przygnieść jarzmem.
Przez cały romantyzm przewija się idea, że myślenie ogranicza życie, że nadmierna świadomość pozbawia człowieka szczęścia naiwnego istnienia. Sztuka jawi się tu jako stan niewinności, z którego wytrąca człowieka wiedza. Niektórzy sądzą, że ranę tę zdoła wyleczyć tylko broń, która ją zadała, czyli właśnie wiedza. Tak myśli Hegel. Także Kleist mówi podobnie pod koniec opowiadania o teatrze marionetek: „Musimy więc znowu pożywać z drzewa poznania, aby powrócić do stanu niewinności”. U innych, którym wiedza bardziej przeszkadza w twórczości, cierpienie to przemienia się w nienawiść do intelektu, oświecenia i wolnomyślicielstwa. Dlatego Schlegel czyni Eurypidesa typem poety wolnomyślnego.
B. Snell, Odkrycie ducha
Znalezione w:
W.H. Auden, Starożytni i my. Eseje o przemijaniu i wieczności
Biblioteka kwartalnika KRONOS, Warszawa, 2017
Według Brunona Jasieńskiego, avant garde Teatru Śląskiego w Katowicach, na deskach modelatorni u Kochanowskiego, odprawiła nam obrzęd „Krwawych godów” w stylu polskim, gdzie: „tańcowała izba, sień / cztery noce, piąty dzień”, „tańcowali wtył i wprost, / kto po lodzie, kto przez most”, „Była noc, jak biały dzień”, „Tańcowali - z panem pień”.
Czytaj więcej: 'Wytrzymaliście już tyle, wytrzymacie jeszcze...'

Podróżowanie w kosmos się zaczyna
zwyczajnie: rankiem znajdujesz w gazecie
wiadomość, że prezydent w nocy wreszcie
podpisał prawo i że już za chwilę
rozpocznie się dla ciebie odliczanie:
najpierw kilka donosów, dwa wezwania
w celu złożenia wyjaśnień, rutyna.
Potem kolejne, do zwolnienia z pracy.
Podwyżka opłat i nieznani sprawcy
niszczą samochód, mażą drzwi. Ta mina
sąsiada, gdy przyjdą. Nawet nie zdążysz
powiedzieć dzieciom, że to podróż w kosmos.
Tomasz Różycki
Znalezione w: Zeszyty Literackie Nr 141, wiosna 2018
Na zdjęciu: Czarny Piątek w stolicy, 23.03.2018 (fot. OKO.press)

Żyjemy w czasach, w których trudno jest widzieć klarownie. Otacza nas więcej fikcji niż w jakimkolwiek innym momencie dziejów. Każdy „fakt" może zostać zakwestionowany, każda pogłoska może postawić nas na baczność i rościć sobie prawo do bycia „prawdą”. Jedna fikcja w szczególności otacza nas nieustannie. Ta, która chce nas odizolować. Od prawdy. I od siebie nawzajem. Ta, która twierdzi, że jesteśmy rozdzieleni. Narody od ludzkości. Kobiety od mężczyzn. Istoty ludzkie od natury.
Simon McBurney
Niech teatr będzie dla nas przestrzenią
spotkania,
zaufania,
wolnego myślenia,
i wolności słowa.
Niech teatr zawsze stoi po stronie tych, którym odebrano głos,
których zdradzono,
którym odmawia się współczucia,
których wyklucza się ze wspólnoty.
Niech teatr zawsze stoi po stronie empatii.
Nie pozostawajmy w letargu.
Nie przestawajmy myśleć krytycznie.
Nie udawajmy, że nie widzimy, nie czujemy i nie słyszymy.
Miejmy odwagę podejmowania ryzyka.
Teatr nie rodzi się z komfortu, ale z dyskomfortu.
Nie bądźmy apatyczni, ani pyszni".
Maja Kleczewska
Treść całego orędzia >>>
Nie ma ucieczki od godzin i dni. Ani od ?jutra? i ?wczoraj?. Nie ma ucieczki od ?wczoraj?, bo ?wczoraj? nas odmieniło albo zostało przez nas zmienione. Kolor chwili nie ma tutaj znaczenia. Dokonała się zmiana. ?Wczoraj? nie jest kamieniem milowym, który się minęło, ale kamykiem - dniem na wydeptanej drodze lat; jest nieodwracalnie naszą cząstką - czymś, co w nas tkwi; co ciąży i przytłacza. Po ?wczoraj? nie jesteśmy zaledwie bardziej znużeni; jesteśmy po prostu inni niż przed tym kataklizmem. Przy czym ?kataklizmem? jest sam dzień, bez względu na to, co się w nim wydarzyło.
Samuel Beckett
Niejasna, a urzekająca łatwo atmosfera młodzieńczości w Polsce polega na tymczasowości, także na niej. Tam wszystko robi się na razie. Na razie się pracuje, na razie mieszka, na razie ma się z kimś związek, na razie się żyje. Bardzo to jest ciekawe, pociągające. Ale kiedy się przekroczy trzydziestkę i swoim osobistym „na razie” nie jest się już dłużej z tym wielkim, ogólnym „na razie”, wtedy powstają kłopoty. Może tylko dla tych, którzy chcą je mieć. Tylu znam nawet pięćdziesięcioletnich, którzy w tym ogólnym „na razie” całkiem dobrze się czują i udają młodych. Ale w każdym razie żałośnie wyglądają. Oczywiście biada przede wszystkim tym, którzy wiedzą, że wyglądają jakoś.
Ci wczorajsi goście byli bardzo pewni siebie i wyposażeni w niezmierną energię. Ciągnie ich, uciąga, podwójne „na razie”, ciągle jeszcze „na razie” ich własnej młodości i wielkie „na razie” polskie. Wszystko w ich najmniejszej odrobinie życia ma jeszcze wielki sens, ponieważ wszystko służy jakiejś ich przyszłości, wszystko może się tej przyszłości przydać, szczególnie może się im przydać pobyt w Italii. Na ich tle tym wyraźniej widzę moje po nic i ponikąd. Jeszcze raz stare zagadnienie: jak znaleźć sobie bytu, już nie dla przyszłości, która oczywiście jest, ale jest tylko jakaś tam, bez żadnej siły uciągu, bez żadnego już urzekania? Jak żyć o wyłącznie własnych siłach, na własny rachunek, po siebie samego tylko, po siebie, co do którego ma się tyle podejrzeń i niepewności? Z dawnego „na razie” zostało mi tylko przyzwyczajenie: „na razie” nie myśleć o tym, że już nie ma dla mnie żadnego „na razie”.
07.03.1966
Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek
Odwiedza nas 61 gości oraz 0 użytkowników.