
Wielki dach où picoraient des focs
to sielski wizerunek morza.
Dziś linia horyzontu jest ciemna
a przybrzeżna woda kipi jak w garnku.
Kiedy jeździły tędy wielkie lokomotywy
o imionach Bellerofont czy Orion,
wszystkie kształty były płynne
od nadmiaru młodości i nawet
najbardziej gwałtowny wiatr wciąż był pieszczotą.
Koniec maja, dziki wiatr i śnieg z deszczem. Z każdym rokiem coraz bardziej bezpośrednio czuję, że walczę z jakimś olbrzymim bratem, którym jest natura. Jest silniejszy ode mnie i to, co wydaje mi się tylko nastrojem, stanem nerwów, stanowi w istocie wymierzony przez tego siłacza cios nie do obrony.
Dziennik 1943-1948, Sándor Márai
„Tezeusz” - statek, który ma mnie przewieźć na Kretę, nie przypłynął jeszcze do portu w Pireusie i nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy to się stanie. Pospolite rozkłady jazdy nie obowiązują w ojczyźnie mitów, w kraju, gdzie zegary odmierzają tysiąclecia. Pozostaje mi wieśniacza cierpliwość lub wędrówka po portowych tawernach. Tak więc siedzę w Pireusie czekając na statek i nie mam nic do roboty, jak tylko przyglądanie się twarzom. Nie są to twarze znane z waz antycznych ani ciała - jak się domyślam - podobne do posągów Praksytelesa. Domieszka elementów albańskich, bułgarskich i tureckich jest uderzająca i zamazała zupełnie urodę helleńską, jaką podróżni spodziewają się tu spotkać.
Labirynt nad morzem, Zbigniew Herbert
Andrzej Franaszek przygotował monumentalną biografię Mistrza Herberta. Jakaż eurudycyjna to podróż po polskiej literaturze! Zestawiam ze sobą tropy, które łączą się w pajęczą sieć losów kilku ludzkich pokoleń, zebranych pod mianownikiem Polska XX wieku. Herbertowski "Mistrz z Delft", rozpoczynający się esejem "Hamlet na granicy milczenia", ponownie ożywa ferią barw pod piórem Franaszka. W tle losy cenzurowanego "Tygodnika Powszechnego" epoki mroków PRL-u. Za sprawą Franaszka otrzymujemy nie tylko wgląd w twórczość Herberta; przytaczane niżej wyimki, ożywiają samego Szekspira. Podróż uzupełniam "Przedstawieniem Hamleta we wsi Głucha Dolna" w reż. Olgi Lipińskiej, co zdaje się współgrać zwłaszcza z czasem obecnym. Są rzeczy i sprawy ponadczasowe; w tym szekspirowskie "Być, albo nie być". Stawiam zdecydowanie na być. Być wolnym.
Nauka nigdy nie prowadzi do niedowiarstwa, ciemnota nas tylko w nim pogrąża. Człowiek ciemny, aby tylko co dzień widział jaką rzecz, wnet mniema, ze ją rozumie. Prawdziwy badacz natury wiecznie postępuje pośród zagadek; ciągle zajęty zgłębianiem, pojmuje zawsze przez pół, uczy się wierzyć w to, czego nie rozumie i tak zbliża się do świątyni wiary
Jan Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie
Przemijanie - co za rozkosz.
DONPOL
Odwiedza nas 75 gości oraz 0 użytkowników.