

Z wyrokami sędziów Rzeczypospolitej Polskiej się nie dyskutuje. Z wyrokami niezawisłej Rzeczypospolitej Polskiej - My, Naród; My, Lawa - Społeczeństwo Polskie, Suweren, który je szanuje, trwamy przez dzieje - pamiętając Słowa Wieszczów Narodowych; ceniąc Słowo i jego moc. Jedno jest pewne - nic, absolutnie nic, żadna siła nas nie podzieli. Dowiódł tego Sędzia Zadara na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu, wystawiając monumentalne, czternastogodzinne, obite z wszelkich naleciałości i tynków ponadczasowe dzieło Mickiewicza: Dziady - całość, po raz pierwszy w dziejach polskiego teatru. Ten historyczny spektakl jest drożdżowym zaczynem wszystkiego tego, co Naród łączy, a nie dzieli.
A jednak nie traćcie nadziei. W tej walce o głębszy sens życia i jego piękność nie jesteście osamotnieni. Na szczęście macie przy boku sztukę polską, która dziś stała się czymś ważniejszym i prawdziwszym niż bezdomne ministerstwa i urzędy wyzute z władzy - i ona to, sztuka, nauczy was głębi, jej bicz, surowy i dobrotliwy zarazem, spadnie na was ze świstem ilekroć zaczniecie się rozklejać, ślimaczyć i mazgaić. Ona, sztuka, otworzy wam oczy na ostrą piękność współczesności, na wielkość waszego zadania, a zbyt prowincjonalne uczucie zastąpi uczuciem nowym, na miarę świata, na miarę tych horyzontów, które dziś się przed wami otwierają. Przywróci wam zdolność lotu i mocy aby nie powiedziano o was słowami Szekspira:
Biada podrzędnym istotom, gdy wchodzą
Pomiędzy ostrza potężnych szermierzy!
Dziennik 1959-1969, Witold Gombrowicz
Jeśli przyjrzymy się innym naszym cechom narodowym (jak miłość ojczyzny, wiara, zacność, honor...) to w nich wszystkich dostrzeżemy ów przerost, wynikający stąd, że typ Polaka, jaki sobie urobiliśmy, musi tłumić i niszczyć typ, jakim moglibyśmy być, istniejący w nas jako antynomia. Ale stąd wynika, że Polak jest zubożony ściśle o połowę siebie samego, przy czym nawet ta połowa, której przyznaje się prawo głosu, nie może się ujawnić w sposób naturalny. Mniemam, że dziś właśnie nadszedł moment aby uruchomić tę drugą naszą osobowość - dzisiaj, nie tylko dlatego że musimy koniecznie stać się luźniejsi, giętsi wobec świata - także dlatego że ta operacja wymaga niezmiernej swobody duchowej, która stała się dla nas, poza granicami kraju, możliwa - ale przede wszystkim dlatego, że to jedyny zabieg zdolny naprawdę natchnąć nas nową żywotnością, otworzyć przed nami nowe tereny.
Czytaj więcej: Typ Polaka, jaki sobie urobiliśmy, musi tłumić i niszczyć typ, jakim moglibyśmy być
Pragnę zastanowić się z Wami nad tą sprawą, gdyż z przykrością widzę, że dyskusja należy do tych zjawisk w kulturze, które na ogół nie przynoszą nam nic prócz upokorzenia, które nazwałbym „dyskwalifikującym”. Pomyślmy, skąd się bierze ten jad hańby, którym nas poi dyskusja. Zabieramy się do niej sądząc, że ma wyświetlić, kto ma rację i jaka jest prawda - wobec czego primo określamy temat, secundo ustalamy pojęcia, tertio dbamy o ścisłość wysłowienia i quarto o logikę wywodu. Po czym wytwarza się wieża Babel, mętlik pojęć, chaos słów i prawda tonie w gadaninie. Lecz jakże długo jeszcze zachowamy ową profesorską naiwność, rodem z zeszłego stulecia, której zdaniem dyskusję można zorganizować? Czy jeszcze nie zrozumieliście pewnych rzeczy? Czy potrzeba wam więcej jeszcze gadaniny w świecie chorym na dyskusję abyście pojęli, że gadanie nie jest żadnym pomostem do prawdy? Chcecie ciemność waszą rozjaśnić tą świeczką, gdy latarnie morskie nie mogą przebić jej muru?
Czytaj więcej: Prawda nie urzeczywistnia się w abstrakcyjnym turnieju
Przestałem być faszystą i wyrzekłem się tych entuzjastycznych przechadzek po Rzymie w ściśle uchwytnym momencie, kiedy nagle uprzytomniłem sobie, że praktykowanie faszyzmu polega m.in. na wpadaniu do domów (…) w Toskanii i biciu leżących w łóżkach chłopców, winnych tylko tego, że nie docenili D’Annunziańskich metafor, i kiedy zobaczyłem na własne oczy, jak dwudziestu fanatyków dopadło jakiegoś nieszczęśnika i poturbowało go do krwi tylko za to, że nie chciał krzyczeć: - Niech żyje Italia!
Nicola Chiaromonte
Zewnętrznie podobny do pseudopolitycznego ekstremizmu, każdy ruch autentycznie opozycyjny, mający rzetelne podstawy do walki w sytuacji niezmyślonego zniewolenia lub wyzysku, niechcący sprzyja fałszerzom podającym mord za narzędzie walki o dobro, ponieważ zwiększa konfuzję panującą w analizie zajść i utrudnia, jeśli nie udaremnia, odróżnienie win pretekstowych od win rzeczywistych – a zresztą, kto i gdzie na tym świecie jest anielsko bezwinny do samego końca? Tak powstaje zadziwiająca skutecznością gra mimikry. Symulowana racja nie daje się odróżnić od racji niezmyślonej, i to nie tyle przez doskonałość aktorstwa symulantów, ile przez nie całkiem czyste sumienie społeczeństw, które zrodziły powojenny terroryzm.
Ostatecznie zabójczą agresję odpiera zabójcza opresja, policja pierwej strzela, niż legitymuje, demokracja, ratując się, musi w jakiejś mierze z siebie zrezygnować, toteż ekstremizm o zmistyfikowanych racjach wywołuje wreszcie takie reakcje, które to, co było sfingowane jako oskarżenie, obraca w oskarżenia zasadne. Zło okazuje się pragmatycznie bardziej skuteczne od dobra, skoro w tej dyslokacji sił dobro musi przeczyć sobie, by powstrzymać zło, czyli nie ma w tych rozgrywkach żadnej niepokalanej strategii zwycięskiej, skoro prawość zwycięża w takiej mierze, w jakiej sama się upodobni do zwalczanej nieprawości.
Stanisław Lem, "Biblioteka XXI wieku / Golem XIV"
Ze wstępu do fikcyjnej książki:
Horst Aspernicus, "Der Völkermord. I. Die Endlösung als Erlösung. II. Fremdkörper tod."
Odwiedza nas 18 gości oraz 0 użytkowników.