

Grecka „pogoda ducha”, „obiektywność”, „realizm”, „dystans” (chociaż tego ostatniego słowa nie używa się zwykle w jego powszechnym znaczeniu) wobec ludzkich wydarzeń nie są oczywiście sprawą „świadomości”, „wiedzy” ani darem natury. Są zdobyczą ethosu greckiego, a szczególnie greckiej kultury i cywilizacji. A przez „cywilizację” należy rozumieć wpływ kultury na (mimo wszystko) mniejszość.
Intelektualiści, artyści i pisarze Europy Środkowo-Wschodniej przyczynili się niewątpliwie do upadku sowieckiego totalitaryzmu. Ich idee znane były w przestrzeni publicznej, ich odwaga bywała inspirująca. Zdarza się, że intelektualiści, chwiejni, posługujący się nieraz abstrakcyjnym językiem, stają się postaciami nieco karykaturalnymi, lecz ludzie tacy jak Václav Havel czy Leszek Kołakowski byli inni. Rzecz jasna, to nie idee same w sobie uwolniły nas od totalitarnej opresji, były jednak ważnym składnikiem pośród innych metod działania. Jaki to smutny paradoks, że teraz, w zjednoczonej Europie, w Unii Europejskiej przechodzącej co prawda poważny kryzys, lecz przecież kierującej się demokratycznymi zasadami, wierzącej w wolny rynek, w Europie, o której niegdyś marzyli tylko, a której parlament mogli teraz swobodnie wybierać, intelektualiści są, wydaje się, bardziej bezradni niż dawniej, w złych czasach. Najwyraźniej pod niektórymi względami łatwiej było występować przeciwko Komitetowi Centralnemu niż teraz przeciw wielkim, niemym liczbom, przeciw ciemnym stronom kapitalizmu czy ponurym nacjonalizmom.
Czytaj więcej: ADAM ZAGAJEWSKI: ZAMYKANIE OTWARTEGO SPOŁECZEŃSTWA
Kiedyś byłem pełen ambicji i patrzyłem na własną głowę, na jej zawartość jak na dzieło sztuki. Choć nie przyznawałem się do tego przed sobą, w sercu trzymałem się dawnego goetheańskiego Bildungsideal polegającego na tym, że człowiek chciał czerpać konkretną korzyść z każdej chwili, chciał być doskonały dzięki przeczytanym książkom, przemyślanym myślom i obejrzanym widokom. Żałowałem godzin snu, śniły mi się książki oraz wirtuozerskie, choć niepewne, rozwiązania problemów historii idei.
Teraz lubię swoje lenistwo, lubię błądzić bez celu i całkowicie samotnie tu i tam. Wolno puszczam bezpańskie stado własnych myśli, niech pędzą z wiatrem przez pole, dokądkolwiek. Lubię leżeć na plecach, bo wówczas przez moje ciało przepływa fala czegoś niezrozumiałego. Lubię duże, przypominające dywan psy. Lubię własne łóżko, czasem wręcz kobiece i przytulne.
Lubię stan zmęczenia, kiedy jest mi wszystko jedno. W takich chwilach czuję się bezgranicznie dobrze, potrafię wówczas z uśmiechem rezygnacji przyjąć do wiadomości losy świata i powiedzieć: wybaczam istnienie tobie i sobie. Albo nawet nic nie mówić, tylko się uśmiechać. To trochę głupie, bo niby do czego ten uśmiech — ale czynię to całym ciałem, moim biednym, cherlawym, nieprzydatnym ciałem, którego jednak nie zamieniłbym z żadnym atletą. Podczas ziemskiej wędrówki zapisało się w nim bardzo wiele wspomnień, a poza tym lubię, że potrafi być takie zmęczone [...].
Kochany Novalis! Dobrze wiedział, że zmęczenie jest najbardziej podniosłym przejawem życia. W zmęczeniu życie powraca do siebie, przeżywa własne istnienie, dośrodkowo. Człowiek zmęczony jest krewniakiem nieskończoności.
Antal Szerb
17 IV
Zeszyty Literackie Nr 133
Męka wiecznego poszukiwania zaostrza się we mnie aż do fizycznego bólu. To już nawet nie poszukiwanie, tylko zduszony krzyk i rozpaczliwa szamotanina, szukanie po omacku przejścia przez niekończący się przedpokój pełen kanciastych mebli, gdzie jest ciemno, a ja muszę być cicho, żeby nie zbudzić baronowej.
Ani w życiu, ani w myśleniu, ani w przeszłości, ani w spodziewanej przyszłości nie znajduję nic, ale to zupełnie nic pozytywnego, czego mógłbym się uchwycić, co byłoby stałe i miało smak jutra.
Żalę się nie na kwestie transcendentne czy etyczne, bo szczęśliwi, mężni i wytrwali poszukiwacze Boga i Praw są zwycięscy nawet wówczas, gdy nie znajdują, wszak ich czoła otacza hiperboliczna gloria wiecznego nieznalezienia; gdybym więc poszukiwał tylko Boga i Praw, stałbym już mocno na nogach i wznosił ku niebu tęskne oczy, obawiając się, czy tymczasem nie upadnę na nos, a gdybym nie znalazł, miałbym w zanadrzu cyniczny uśmiech - ale ja szukam w ogóle wszystkiego.
Wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego: zaufania, wiary w siebie samego, siły lub bezpieczeństwa dla mojej bezsilnej natury; szukam programu, metody, stylu, tematów i tendencji we własnej sztuce; światopoglądu właściwego mojej pozycji społecznej; możliwości utrzymania się; celu, drogi, tematów do studiów; domu, przyjaciół, miłości, ludzi i nade wszystko wolności.
Antal Szerb
21 VII 1920, Graz
Zeszyty Literackie Nr 133
Jeśli, jak pan powiada: oddychać znaczy sądzić,
nie ma już odwrotu. To nieodwołalne.
Poskładać się z materii, z drobin kosmosu
niech będzie, że na chwilę. Trzeba teraz nadać
imię, numer, pokój i kolejno oblicz
przynajmniej trzy: jedno mają zwierzęta.
W wynajęte ciało oblec duszę, nazywać:
to kwiat, deszcz, słońce, kundel, sadza, miłość.
Od święta do każdej chwili, którą poprzedza
myśl, że coś jest jeszcze, co nie ma imienia.
Tyle razy pan mówił: oddychać znaczy sądzić
- nic nie ma znaczenia, lecz nazwę; przez chwilę.
Krzysztof Joniak
08.04.2016
fot. Jacek Różycki

- Cóż znowu, Sokratesie? - powiada Agaton - przecież nie przypuszczasz, żebym miał tak pełną głowę tego teatru i nie wiedział, że myślący człowiek przecież się więcej powinien bać kilku mądrych ludzi aniżeli tamtego tłumu durniów.
Uczta, Platon
Zmiana powszechnego smaku jest ważniejsza niż zmiana poglądów; poglądy, ze wszystkimi dowodami, kontrargumentami i całą intelektualną maskaradą, są tylko objawami zmiany smaku, a na pewno nie tym, za co się je wciąż często uważa, przyczynami. Jak zmienia się powszechny smak? Wskutek tego, że jednostki, możne, wpływowe i nieznające wstydu, wydadzą wyrok: hoc est ridiculum, hoc est absurdum - czyli sąd smaku i odrazy - i po tyrańsku ten wyrok przeforsują; licznym ludziom narzucają w ten sposób przymus, który stopniowo staje się nawykiem jeszcze liczniejszych, a ostatecznie potrzebą wszystkich. Jeżeli zaś owe jednostki inaczej czują i „smakują", wynika to zazwyczaj z ich szczególnego sposobu życia, pożywienia, trawienia, może z większej albo mniejszej zawartości nieorganicznych soli w ich krwi i mózgu, krótko mówiąc, z ich physis; mają jednak odwagę przyznawać się do swej physis i wsłuchiwać się w jej żądania, nawet najbardziej subtelne - ich sądy estetyczne i moralne to właśnie owe „najbardziej subtelne odgłosy" physis.
Fryderyk Nietzsche, Radosna wiedza
tłum. Małgorzata Łukasiewicz
Odwiedza nas 47 gości oraz 0 użytkowników.