
Gdy święta nadejdą, lubicie podlewać łzami klomb wspomnień i wzdychać rzewnie do utraconych miejsc rodzinnych. Nie bądźcie śmieszni, ani ckliwi! Nauczcie się dźwigać własne przeznaczenie. Przestańcie opiewać mdławo piękności Grójca, Piotrkowa lub Biłgoraja. Wiedzcie, że ojczyzna wasza to nie Grójec, ani Skierniewice, nawet nie kraj cały, i niech krew uderzy wam na policzki rumieńcem siły na myśl, że ojczyzną waszą wy sami jesteście! Cóż z tego, że nie przebywacie w Grodnie, Kutnie lub Jedlińsku? Czyż kiedykolwiek człowiek przebywał gdzie indziej, niż w sobie? Jesteście u siebie, choćbyście znajdowali się w Argentynie lub w Kanadzie, ponieważ ojczyzna nie jest miejscem na mapie, ale żywą istnością człowieka.
Kto jeszcze poza nami, kombatantami PRL-u, doceni to wydarzenie? W dodatku jakże pechowe, bo natychmiast unicestwione przez konkurentkę nie do pobicia, samolotową tragedię smoleńsko-katyńską... Ale czy gdyby nie ta katastrofa, która przysłoniła całe medialne niebo nie tylko nad nieszczęsną ojczyzną, wytrzymałoby także konkurencję innych równoległych wydarzeń, nawet tych trochę mniej spektakularnych? Choćby dramatycznej kwestii, czy Orlando Magic wygrają w pierwszej rundzie play-off z debiutującymi na tym etapie Charlotte Bobcats? I czy Marcin Gortat, nasz strażak wchodzący na parkiet w razie pożaru, czyli nadmiaru fauli Dwighta Howarda, znów rzuci 16 punktów i skutecznie zablokuje Stephena Jacksona na obwodzie?

Należę do samotników, którzy bardzo rzadko bywają sami. Właściwie tylko w godzinach poświęconych czytaniu i pisaniu. Natura zawodu nauczyciela, który wykonuję, przymusza do pełnego napięcia współbytowania z innymi, wieczorami zaś jakieś paniczne przerażenie wygania mnie między ludzi.
Tu od wielu dni jestem sam. Z nikim nie zamieniam ani słowa, wyjąwszy załatwianie podstawowych spraw i niezbędne pytania. Po raz pierwszy w życiu tak długo jestem sam.
Cudowne, jak bardzo nie brakuje mi towarzystwa. Nigdy nie sądziłem, że potrafię tak dobrze funkcjonować bez rozmów i kompanii. Po rady zwracam się do bedekera, który zachowuje się przyjaźnie, o wszystkim pamięta, wszędzie wskazuje drogę. A myślami dzielę się z notesem.
Czuję, że ta samotność bardzo dobrze mi robi. Myśli układają się w dłuższe łańcuchy, uczucia są intensywniejsze, wyraźniej widzę kontury. Sprawy chaotyczne zmierzają ku uporządkowaniu, w ogóle wszystko, co we mnie jest, poszukuje formy i wyrazu, i znajduje je.
Przyjemnie pomyśleć, że znalazłem cudowny środek - nawet jeśli nie będę po niego sięgał.
Trzecia wieża, Antal Szerb
Zeszyty Literackie Nr 133

Hitlera rozbito w puch i proch, a na dobitek (w strachu aby nie zmartwychwstał) ucharakteryzowano go post mortem na szatańską mierność, wrzaskliwego sierżanta-megalomana z piekła rodem. Spaskudziliście mu legendę. Zrobiliście to ze strachu. Ale strach też bywa hołdem. Ja raczej głosowałbym za tym aby post mortem nie bać się Hitlera - on na strachu cudzym rósł, oby przeto i na waszym nie urósł.
Czytaj więcej: Fasada, za którą dokonuje się opętanie człowieka człowiekiem

Czereśnie pięknie obrodziły w tym roku
ten sam ślepy owczarek pilnuje sadu.
Nie przejdziesz; wywęszy cię już przy bramie.
Przecież nie przyszliśmy tu po owoce,
nie przyspieszaj kroku. Daj im spokojnie
zwiędnąć, przyjąć barwę rozkładu, zresztą
on nie wie, że trzyma go łańcuch. Wojny
zawsze się kończą, i ta nasza też się skończy,
masz przecież nielimitowany dostęp do świata,
umowę na czas nieokreślony, za jedyną
słuszną cenę, życie. Możesz spłacać w dogodnych
ratach i niech ci to starczy. A jeśli kiedyś uznasz
że to za mało, zgoda. Możemy spróbować inaczej:
warczy, już cię wywęszył spod bramy. Ale jeśli
przestaniemy podrzucać mu żarcie do miski
to nie będzie zwycięstwo. To za mało, zgoda.
Krzysztof Joniak
20.06.2016
(…) kiedy człowiek pyta o wartość życia, oznacza to w każdych czasach i w warunkach każdego reżimu, że jest zdolny do wysiłku wyższego rzędu, pozwalającego mu zdobyć wolność i poświęcić się tworzeniu wartości moralnych, artystycznych i społecznych. A w atmosferze faszystowskiej samo stawianie takiego pytania oznacza, że człowiek podaje w wątpliwość istniejący ład.
Nicola Chiaromonte
A największą karą: dostać się pod rządy człowieka gorszego, jeśliby ktoś nie chciał rządzić sam. Mam wrażenie, że z obawy przed tą karą rządzą ludzie przyzwoici, kiedykolwiek rządzą. Wtedy idą do rządów nie jak do jakiegoś dobra i nie dlatego, żeby tam mieli opływać, tylko jak do czegoś, co robić muszą, bo nie mają komu lepszemu lub równemu zdać tego ciężaru. I bodajże, gdyby istniało państwo ludzi dobrych, to by w nim walczono o to, żeby móc nie rządzić – tak jak teraz się walczy o rządy. Tam by się pokazało, że istotnie, kto rządzi prawdziwie, ten nie ma tego w naturze, żeby własnego interesu patrzał, tylko pilnuje interesów poddanego. Dlatego każdy człowiek myślący woli raczej, żeby ktoś inny dbał o jego pożytek, niż żeby sam miał kłopot dbając o drugiego.
Platon, Państwo
Odwiedza nas 39 gości oraz 0 użytkowników.