Chmury

Opuściliśmy w grudniu wybrzeże królestwa Walencji, lekki wiatr co chwila zmieniał kierunek. Niebo było czyste, ale północno-zachodnia część horyzontu stała w płomieniach: kłębowisko ciemnych chmur, wynurzając się gwałtownie zza widnokręgu, zdawało się zbliżać ku nam, grożąc nawałnicą. Wszyscy utkwiliśmy w nim oczy: zwały chmur, uniósłszy się na pewną wysokość, po chwili opadły zupełnie nisko i zbliżały się ku nam, ślizgając się po powierzchni morza. Skutkiem tarcia o wodę kłębiły się potężnie.

Chmury z dolnych warstw unosiły się do góry, a potem parły naprzód, jak gdyby chcąc inne prześcignąć, ale te, które pozostały w tyle, rychło je wyprzedzały. Kłębowisko zachowywało niezmiennie kształt gładkiej, pionowej, ogromnej ściany i zdawało się zachowywać ten kształt nawet wtedy, gdy spowiło już cały przód naszego okrętu.
Widziałem podczas moich podróży wiele wspaniałych zjawisk natury, ale zapewniam, że żadne z nich nie pozostawiło mi tak trwałego wspomnienia. Raz tylko byłem jego świadkiem, dziesięć lat zbiegło od tego czasu, a wrażenie, jakie mi po nim pozostało, jest tak silne, że mógłbym owe chmury jeszcze dziś narysować, gdyby tylko dały odtworzyć się na rysunku.


Jan Potocki, Podróże
Znalezione w: Jan Potocki. Biografia, François Rosset, Dominique Triaire

Brzmienie słów

Mieliśmy z Lejbkiem naszą, sekretną namiętność: wsłuchiwaliśmy się mianowicie w samo brzmienie słów, w szmer odmawianych modlitw dochodzący zza przepierzenia, i nastawialiśmy nasze uszy na te wyrazy, które łącząc się ze sobą w szybkiej recytacji, mieszały swoje znaczenia.
A im dziwaczniejszy był wynik tych naszych gier, tym bardziej się z tego cieszyliśmy.
W Międzybożu wszyscy, tak jak my, byli nastawieni na słowa, toteż samo miasteczko wydawało się jakoś niewydarzone, byle jakie i chwilowe, jakby w tym zetknięciu ze słowem materia chowała pod siebie ogon i kuliła się zawstydzona: błotnista, rozjeżdżona furami droga wydawała się prowadzić donikąd, a małe chałupki stojące po obu jej stronach i dom nauki - jedyny z drewnianym szerokim gankiem ze zbutwiałego i sczerniałego drewna, w którym wierciliśmy palcem dziury - były jak ze snu.
I mogę powiedzieć, że wierciliśmy także palcem dziury w słowach, zaglądając w ich przepastne wnętrza. Moje pierwsze olśnienie dotyczyło podobieństwa dwóch słów.
Otóż żeby stworzyć świat, Bóg musiał się cofnąć sam z siebie, pozostawić w swym ciele pustkę, która stała się przestrzenią dla świata. Z tej przestrzeni Bóg zniknął. Słowo „znikać” pochodzi od rdzenia „elem”, a miejsce zniknięcia nazywa się „olam” - świat. Więc nawet w nazwie świata mieści się historia zniknięcia Boga. Świat mógł powstać tylko dlatego, że Bóg go opuścił. Najpierw było coś, a potem tego zabrakło. To jest świat. Świat cały jest brakiem.

Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk

Do zajazdu przybyli...

01021481
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
59
1008
1067
1012290
11975
40296
1021481

Your IP: 3.233.226.151
2019-11-12 01:01

Odwiedza nas 27 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony