Dajcie nam

O, zdarza się nam bywać dobrym i pięknym, ale tylko wtedy kiedy nam samym jest dobrze i pięknie. Owszem, potrafią nas opętać – właśnie opętać – najszlachetniejsze ideały, pod tym wszakże warunkiem że same się urzeczywistnią, wpadną nam jak gołąbki do gąbki, a co najważniejsza, bezpłatnie, bezpłatnie, żeby nic nie kosztowały. Płacić za cokolwiek okropnie nie lubimy, ale za to bardzo lubimy brać, i to w każdej dziedzinie. O, dajcie, dajcie nam wszelkie dobra życiowe (tak właśnie, wszelkie, taniej się nie zgadzamy!), a zwłaszcza nie stawiajcie żadnych przeszkód naszym narowom, a wtedy już pokażemy, jacy to my potrafimy być dobrzy i piękni. Nie jesteśmy chciwi, co to, to nie, jednakowoż dajcie nam pieniędzy, więcej, więcej, jak najwięcej pieniędzy, a przekonacie się, jak hojnie, z jaką pogardą dla obmierzłej mamony roztrwonimy je w jedną noc w wyuzdanej hulance. Jeżeli zaś nikt nie da nam pieniędzy, wtedy pokażemy, jak to my potrafimy je zdobyć, kiedy bardzo nam na tym zależy.

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow

Którego nie umiała sobie wyobrazić

Jeżeli matka była w domu, przygotowywałem się na to, że będzie nieprzyjemnie, bo nie lubiła, kiedy siedziałem z książką; nie cierpiała tego, że czytam. Wyganiała mnie na dwór, bo chciała, żebym z pasją uprawiał sport, żebym był taki jak inni chłopcy i żebym był lubiany. Wściekała się, kiedy ignorowałem jej rady i otwierałem książkę; raz podbiegła do mnie z twarzą zmienioną gniewem, wyrwała mi książkę (była to chyba Duma i uprzedzenie) i szerokim łukiem wyrzuciła ją przez okno. Nie ruszyłem się wtedy z miejsca i starałem się uśmiechać pogardliwie, myśląc, że chyba straciła panowanie nad sobą, że przesadziła z tą furią i że jest niemądra, skoro nie rozumie, że nie mogę być taki, jaki jej zdaniem powinienem być. Teraz jednak myślę,  - może nawet z żalem – że była jedynie zdesperowana, bo lęk o to, czy zdoła mnie ocalić, doprowadzał ją do skraju wytrzymałości. Czuła – a właściwie wiedziała, taka jest prawda – że przyjdzie chwila, kiedy, niczym cyrkowy akrobata, będę musiał stanąć na jej barkach i na barkach tego wszystkiego, co dla mnie zrobiła, i skoczyć w życie, którego nie umiała sobie wyobrazić (a które wiodę teraz); jeśli chciała mnie na drogę otulić frazesami, wyposażyć w wysportowane ciało i szacunek dla pieniądza, to dlatego, że jej zdaniem było to najcieplejsze okrycie.

Stan łaski, Harold Brodkey
Zeszyty Literackie Nr 119

Odwiedza nas 47 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony