
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przekonany o szczególnym znaczeniu kultu maryjnego dla naszej Ojczyzny nie tylko w aspekcie religijnym, ale i społecznym, patriotycznym oraz kulturowym, ustanawia rok 2017 Rokiem 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.

RAFAŁ WOJACZEK
Ojczyzna
Matka mądra jak wieża kościoła
Matka większa niż sam Rzymski Kościół
Matka długa jak transsyberyjska
Kolej i jak Sahara szeroka
I pobożna jak partyjny dziennik
Matka piękna niczym straż pożarna
I cierpliwa jak oficer śledczy
I bolesna jak gdyby w połogu
I prawdziwa jak gumowa pałka
Matka dobra jak piwo żywieckie
Piersi matki dwie pobożne setki
I troskliwa jakby bufetowa
Matka boska jak Królowa Polski
Matka cudza jak Królowa Polski
Jeśli znienacka, o północy usłyszysz,
jak przeciąga niewidzialny pochód
z cudowną muzyką, z gwarem głosów -
wtedy losu, co w końcu zawiódł cię, trudów,
co poszły na marne, planów, które wszystkie
okazały się pomyłką, nie opłakuj bez sensu.
Jak ktoś od dawna gotów, ktoś odważny,
pożegnaj ją, tę odchodzącą Aleksandrię.
Przede wszystkim nie oszukuj się, nie mów,
że to był tylko sen albo że słuch cię zmylił.
Taką próżną nie poniżaj się nadzieją.
Jak ktoś od dawna gotów, ktoś odważny,
uznany za godnego, by żyć w takim mieście,
podejdź spokojnym krokiem do okna
i ze wzruszeniem, ale nie z błaganiem,
nie ze skargami tchórzów,
słuchaj tej wspaniałości ostatniej, tych dźwięków,
cudownych instrumentów mistycznego pochodu,
i pożegnaj ją, pożegnaj Aleksandrię, którą tracisz.
Konstandinos Kawafis
Pewnego wieczoru wziąłem do ręki tom pamiętników Artura Rubinsteina. Nie po raz pierwszy zresztą. Wydawały mi się zawsze, podobnie jak wiele tego rodzaju produktów, dziełem przyjemnym i pożytecznym, w sam raz na dostępne depresji nocne godziny. Każdy - jak powiadają wydawnicze reklamy - znajdzie tam coś dla siebie. Plotkarz spis ofiar Donżuana czy też spis Drapieżnic, których ofiarą padł Donżuan, snob rój arystokratów krwi i pieniądza, autentycznych i mniej autentycznych, lub, jeżeli ma wyższe aspiracje, galerię sławnych polityków i artystów. Miłośnik historii obyczaju rozpoznaje znane mu obyczaje artystów i tych, którym artyści zwykli byli służyć; w tym czy innym kostiumie, w tej czy innej masce. Miłośnik muzyki łudzi się nadzieją lepszego wniknięcia w tajemnice muzyki. Wreszcie udręczony bezsennością hipochondryk krzepi się nieugaszoną wiekiem żądzą życia, kwitnącym zdrowiem, nigdy nie zawodzącym szczęściem bohatera tej opowieści trzytomowej. Czytam ostatnie słowa, w których dziewięćdziesięciodwuletni, na wpół ślepy starzec zapewnia o nieustającej przyjemności przebywania na tym świecie, i odkładam książkę.
A przecież miałem swoje racje! Wszystko, co u Strindberga jest zrazu ukryte, co ujawnia się stopniowo, by w końcu z całą siłą wybuchnąć - u Eichlerówny było od początku jawne. Drażniąca, upalna noc czerwcowa, niepokojące tête-à-tête z mężczyzną, wszystko, co sprawia, że wzniosła arystokratka, wychowana w surowych kanonach dziewica oddaje się lokajowi - było niepotrzebne, bo aktorka od pierwszej chwili wniosła na scenę i poezję świętojańskiej nocy, i wyzwanie miłosne bardzo świadome, i tragiczną determinację, która pozwalała przeczuwać finał. Nawet kostium - piękna ogrodowa suknia - niczego nie skrywał, z niczym w zachowaniu bohaterki nie kontrastował, owszem, od jej pierwszego ukazania się objawiał nagą, płomienną prawdę.
Z pamięci, Erwin Axer
Jeżeli matka była w domu, przygotowywałem się na to, że będzie nieprzyjemnie, bo nie lubiła, kiedy siedziałem z książką; nie cierpiała tego, że czytam. Wyganiała mnie na dwór, bo chciała, żebym z pasją uprawiał sport, żebym był taki jak inni chłopcy i żebym był lubiany. Wściekała się, kiedy ignorowałem jej rady i otwierałem książkę; raz podbiegła do mnie z twarzą zmienioną gniewem, wyrwała mi książkę (była to chyba Duma i uprzedzenie) i szerokim łukiem wyrzuciła ją przez okno. Nie ruszyłem się wtedy z miejsca i starałem się uśmiechać pogardliwie, myśląc, że chyba straciła panowanie nad sobą, że przesadziła z tą furią i że jest niemądra, skoro nie rozumie, że nie mogę być taki, jaki jej zdaniem powinienem być. Teraz jednak myślę, - może nawet z żalem – że była jedynie zdesperowana, bo lęk o to, czy zdoła mnie ocalić, doprowadzał ją do skraju wytrzymałości. Czuła – a właściwie wiedziała, taka jest prawda – że przyjdzie chwila, kiedy, niczym cyrkowy akrobata, będę musiał stanąć na jej barkach i na barkach tego wszystkiego, co dla mnie zrobiła, i skoczyć w życie, którego nie umiała sobie wyobrazić (a które wiodę teraz); jeśli chciała mnie na drogę otulić frazesami, wyposażyć w wysportowane ciało i szacunek dla pieniądza, to dlatego, że jej zdaniem było to najcieplejsze okrycie.
Stan łaski, Harold Brodkey
Zeszyty Literackie Nr 119
Odwiedza nas 47 gości oraz 0 użytkowników.