
Nalewki czekają dezynfekcji […], całe domy, bloki, ulice, trzeba burzyć […]. I wrzątku nie żałować, bo to wszystko brudne, zaplute, zażydzone i parszywe [...]. A jeśli te wszystkie czarne republikany, karaluchy, demokraty chałatowe i pluskwy zechcą rozleźć się po całej stolicy - dam jeszcze jedną radę... otoczyć Nalewki wysokim murem.
Pięć lat po napisaniu tego nasyconego straszliwą, wizjonerską nienawiścią felietonu - getto warszawskie, otoczone wysokim murem, było już morzem gruzów. Wrzątku nie żałowano - a na resztki „czarnych republikanów, karaluchów, demokratów chałatowych i pluskiew”, które zdołały mimo murów „rozleźć się po całej stolicy" - polowały watahy szmalcowników, z których niejeden był zapewne przed wojną, czytelnikiem „Falangi”, a może „Małego Dziennika”.
Taki to los zgotować chcieliby swym bliźnim polscy hitlerowcy, by zbudować Katolickie Państwo Narodu Polskiego.
Czytaj więcej: I wrzątku nie żałować, bo to wszystko brudne, zaplute, zażydzone i parszywe
Inter arma silent Musae - podczas wojny milkną Muzy - i jakże nikły ślad w poezji zostawiły wojny napoleońskie, amerykańska wojna domowa czy pierwsza wojna światowa. Na to odpowiadam, że analogie historyczne są zawodne i że problem jak najbardziej istnieje, a polega na tym, że słowo pisane natrafiło w naszych czasach na zupełnie nowy fenomen i że nie chodzi tutaj o masakry ludności jako incydent z woli władcy, jakiegoś Dżyngis-chana. Byłoby też błędem umieszczać wydarzenia pierwszej połowy dwudziestego wieku w rubryce zatytułowanej „przeszłość", bo wiele wskazuje na to, że świat obozów koncentracyjnych był, jak i jest nadal, jedynie pierwszą z form, w jakich ujawnia się wyłaniający się z primordialnych wód Lewiatan, wszechwładne państwo, Bestia Apokalipsy. Ludzie, którzy po raz pierwszy zostali postawieni wobec niego jako faktu, odczuwali niejasno, że upadają dotychczasowe koncepcje człowieka i społeczeństwa, że odsłania się nowy wymiar, i to nie przez wielkość zbrodni, ale przez jej bezosobowość. Dlatego zachowanie się języka wobec takiej nowej społecznej formy, zdolność albo niezdolność uchwycenia jej w tym, czym naprawdę ona jest, nie może nie obchodzić poety.
Teatr Polski - w podziemiu / Polski Theatre in the underground
Premiera: 06.02.2017, godz. 19.00
Wrocław (Browar Mieszczański, ul. Hubska 44)
Całość nagrania >>>
Zdjęcia >>>
Teatr Polski. Kalendarium upadku >>>
Prezes FC Barcelony - po wygaśnięciu kontraktu krnąbrnego, nielubianego przez siebie, ale skutecznego trenera - zatrudnia na to stanowisko eksperta od siatkonogi. Ten rozwala zgraną, uskrzydloną sukcesami drużynę: jednych piłkarzy wyrzuca, inni nie wytrzymują i odchodzą sami. Idzie na wojnę z legendarnym kapitanem jedenastki, wiernymi kibicami i środowiskiem piłkarskim z Katalonii, Hiszpanii i Europy, które w zdumieniu przygląda się postępującej demolce. Gdy zagrożone są pucharowe występy klubu, geniusz taktyki ujawnia swą myśl szkoleniową: FC Barcelona w ogóle nie potrzebuje własnych piłkarzy!
Dlaczego ten scenariusz nigdy się nie zrealizuje? Bo w Katalonii nie obowiązuje kultura zarządzania à la PSL i PiS. To właśnie reprezentant pierwszej partii (wicemarszałek województwa dolnośląskiego ds. kultury Tadeusz Samborski) z przyjacielską pomocą ministra z drugiej (Piotr Gliński) usadzili na stolcu dyrektorskim Teatru Polskiego we Wrocławiu - naszej teatralnej Barcelony - aktora Cezarego Morawskiego. Całość tekstu >>>
Szkoda, że cię tu nie ma, jeszcze raz to powiem.
Lato już spakowane, jesień wyłysiała
i jej rysy tężeją, jakby przybierały
ostrość przedśmiertnej maski. I wszystko dokoła
jest tak ostre, że rani. Światło przez te chmury
przecina liście na ścieżce, przecina oddech,
tnie życie wpół, przy czym tamta część drży na końcu
chmurki z ust tylko chwilę. Nie sposób odróżnić
obu połówek: działa ekonomia straty.
I nawet teraz tracę pisząc, mówiąc tracę,
słowo po słowie, prawda? W tej sztuce tak łatwo
o postępy - zbyt łatwo zostać mistrzem powiatu.
Więc jest mnie coraz mniej, za to ciebie wciąż więcej?
Aż strata straci podmiot i przedmiot ją przejmie?
Jeśli czegoś zabraknie - zdarzy się to tobie,
po raz pierwszy od kiedy nie jesteś już bogiem.
Wiersz "Teoria próżni" Tomasza Różyckiego z tomiku LITERY.

Pisarze są to wychowawcy narodu, a o wychowywaniu sądzi się podobno po rezultatach. Myśmy mieli księdza Skargę, oni księdza Rabelais'go, myśmy mieli literaturę kaznodziejską, oni niemoralną: i jakiż był rezultat? Trzebaż się wreszcie zastanowić: jeżeli naród, chowany od wieków na niemoralnej literaturze, na niemoralnym teatrze, rósł tęgi, zdrowy, genialny, przodujący wszelkim ideom, wszelkim walkom o dobro ludzkości, to może jest jakaś omyłka w tych naszych pojęciach o moralności? Tak sądzę. Ta niemoralność literatury to jest ciągła walka o prawdę moralną, o szczerość, ciągła czujność przeciw kostnieniu pojęć, przeciw fałszom, które się w nie wciskają, przeciw obłudzie wreszcie. Toteż dziełem, które rozpętało największy krzyk o niemoralność, był Świętoszek Moliera. Ta niemoralność to bujność sił żywotnych, to męska odwaga nielękająca się spojrzeć życiu w oczy, kształtująca je na modłę jutra, a nie wczoraj. W ogóle trzeba się z tym pogodzić, że jednym z integralnych zadań literatury jest obrażać poczucia moralne swoich współobywateli.
Tadeusz Boy-Żeleński; Mity i zgrzyty
Nasi współobywatele nie byli bardziej winni od innych, zapominali o pokorze, ot i wszystko. I myśleli, że wszystko jeszcze jest możliwe, co pozwalało im mniemać, że plaga jest niemożliwa. Załatwiali swoje sprawy, przygotowywali podróże i posiadali poglądy. Jak mieliby myśleć, o dżumie, która wykreśla przyszłość, zmianę na miejsca pobytu i dyskusje? Wierzyli, że są wolni, a nikt nigdy nie będzie wolny, dopóki będą panowały plagi.
Dżuma, Albert Camus
Niejasna, a urzekająca łatwo atmosfera młodzieńczości w Polsce polega na tymczasowości, także na niej. Tam wszystko robi się na razie. Na razie się pracuje, na razie mieszka, na razie ma się z kimś związek, na razie się żyje. Bardzo to jest ciekawe, pociągające. Ale kiedy się przekroczy trzydziestkę i swoim osobistym „na razie” nie jest się już dłużej z tym wielkim, ogólnym „na razie”, wtedy powstają kłopoty. Może tylko dla tych, którzy chcą je mieć. Tylu znam nawet pięćdziesięcioletnich, którzy w tym ogólnym „na razie” całkiem dobrze się czują i udają młodych. Ale w każdym razie żałośnie wyglądają. Oczywiście biada przede wszystkim tym, którzy wiedzą, że wyglądają jakoś.
Ci wczorajsi goście byli bardzo pewni siebie i wyposażeni w niezmierną energię. Ciągnie ich, uciąga, podwójne „na razie”, ciągle jeszcze „na razie” ich własnej młodości i wielkie „na razie” polskie. Wszystko w ich najmniejszej odrobinie życia ma jeszcze wielki sens, ponieważ wszystko służy jakiejś ich przyszłości, wszystko może się tej przyszłości przydać, szczególnie może się im przydać pobyt w Italii. Na ich tle tym wyraźniej widzę moje po nic i ponikąd. Jeszcze raz stare zagadnienie: jak znaleźć sobie bytu, już nie dla przyszłości, która oczywiście jest, ale jest tylko jakaś tam, bez żadnej siły uciągu, bez żadnego już urzekania? Jak żyć o wyłącznie własnych siłach, na własny rachunek, po siebie samego tylko, po siebie, co do którego ma się tyle podejrzeń i niepewności? Z dawnego „na razie” zostało mi tylko przyzwyczajenie: „na razie” nie myśleć o tym, że już nie ma dla mnie żadnego „na razie”.
07.03.1966
Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek
Odwiedza nas 67 gości oraz 0 użytkowników.