
Nie trapi mnie to, że u nas nie szaleją terroryści, że ludzie nie mordują się na ulicach, że nie mamy wielkich afer korupcyjnych ani nawet potężnych demonstracji czy strajków.
Martwi mnie coś innego: że ten zdumiewający brak „wydarzeń”, o których mogłaby pisać światowa prasa, absolutnie nie jest przejawem jakiegoś pokoju społecznego, tylko zewnętrznym następstwem bardzo niebezpiecznego i głębokiego procesu - niszczenia narracji „jako takich”. Niemal codziennie w jakimś kontekście muszę sobie uświadamiać dwuznaczność społecznego spokoju, który jest u nas w istocie tylko widzialną oznaką niewidzialnej wojny systemu totalitarnego z życiem.
Czytaj więcej: Niewidzialna wojna systemu totalitarnego z życiem
Henrykowi Dasko in memoriam
Nazizm był zaraźliwy. Tak sądził Antoni Sobański, autor reportaży z Niemiec nazistowskich. W1937 r. na łamach „Wiadomości Literackich” wypowiedział się na temat fali agresywnego antysemityzmu w Polsce: „Czasami wydaje się - pisał - że w cztery lata po dojściu do władzy narodowych socjalistów w Niemczech ich antyżydowski jad przeżarł jakby jakąś tkankę naszej granicy i chlusnął cieczą nienawiści na całą Polskę”.
Ta „ciecz nienawiści” go przerażała. Tomasz Szarota, autor kompetentnego wstępu do tomu reportaży Sobańskiego „Cywil w Berlinie”, wspomina, że dalej Sobański opisał scenę, której był świadkiem: kopania przez ONR-owca leżącej studentki żydowskiej i operowania „najnowszą szlachetną białą bronią - żyletką”. I pisał Sobański: „Gdyby każdy prawdziwy polski patriota mógł odczuć tę głęboką i szczerą odrazę, jaką potrafi wzbudzić u człowieka zachodniego cały nasz kraj z powodu ustosunkowania się większości społeczeństwa aryjskiego do Żydów. (...) To nie kałmucka, dobrze Polakom znana twarz kozaka szarżującego na tłum z nahajką w ręku, ale oblicze rodaka w wolnej, wyśnionej Polsce, która podobno od wieków słynie z tolerancji. Wiemy, że naiwnością byłoby liczyć na uczucia humanitarne u naszych antysemitów - zbyt dalekie są one od ducha naszej epoki, ale pragnąłbym, aby ludzie ci zrozumieli, że na daleką metę szkodzą Polsce”.
Tomasz Szarota, z którego wstępu zaczerpnąłem ten cytat, skomentował to krótko: „Kilkadziesiąt lat później słowa te nic nie straciły na swej aktualności”.
Teatr Polski - w podziemiu / Polski Theatre in the underground
Premiera: 13.04.2017, godz. 20.00
Sala Audytoryjna, Wrocławskie Centrum Kongresowe (Hala Stulecia)
Człowiek mający zmysł dobrego smaku w moim wieku już nie żyje.
Natura zagłady. Pisać jako świadek samego siebie, na chłodno, niemal ciesząc się z własnego nieszczęścia.
Pozbierać resztki mojego intelektualnego bytu? - Przystać na dalsze istnienie? Cóż za pycha! - Zaakceptować nowe twarze, patrzących na mnie ludzi? Żyć na wygnaniu? Żyć z nędzą istnienia? A nawet: błagać o dalsze życie?
Udało się wszystko, o co w życiu zabiegałem, i spełnienie tych sukcesów pokazuje teraz, że troszczyłem się o własną zagładę.
Zawsze miałem sekretne życie i tylko ono było prawdziwe.
Imre Kertész, Ostatnia gospoda

Na zdjęciu: Barbara Radziwiłłówna; rok 1931 – podziemia wileńskiej katedry. Malował: Ludomir Sleńdziński
Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.
Nieznośna lekkość bytu Milana Kundery
Odwiedza nas 86 gości oraz 0 użytkowników.