
Wie Pani, odczuwam, mimo tych uspokajających tonów, że jest w Pani taka tendencja, aby ukazać mnie jako malownicze monstrum, podobne do Marshalla Bermana. Wcale mi to nie przeszkadza, właściwie odpowiada. Skoro on sam podobny miał być do kloszarda, jak Pani mówi, rozumiem, że był to jego egzystencjalny wybór. Może taki jak u postaci Becketta. Kloszard metafizyczny to ktoś ogołocony ze złudzeń, oderwany od korzeni i fundamentów, wydziedziczony na własne życzenie ze wszystkiego, prócz zdolności do współczucia. Nawet jest taki fragment u Bermana, w tej ważnej rozprawie Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu..., kiedy interpretując Marksa, formułuje diagnozę kondycji współczesności: „Musimy zacząć tam, gdzie się znajdujemy: psychicznie ogołoceni, odarci ze wszystkich religijnych, estetycznych, moralnych aureol i sentymentalnych zasłon, ale gotowi stworzyć tożsamości i wzajemne więzi, które mogą nam pomóc trzymać się razem”. To jest bliskie i tym ideom feministycznego nomadyzmu, które formułowały filozofki, i tej właśnie bardzo mi bliskiej figurze całkiem już skrajnej, beckettowskiej.
Maria Janion
znalezione w: Transe - traumy - transgresje. T. 2: Prof Misia

KONSTANDINOS KAWAFIS
Czekając na barbarzyńców
Na cóż czekamy, zebrani na rynku?
Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.
Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą - czemuż praw nie uchwalą?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.
Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł - w największej z bram naszego miasta -
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć -
a wypisał w nim wiele godności i tytułów.
Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.
Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy.
Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.
Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.
Bez barbarzyńców - cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.
KONSTANDINOS KAWAFIS
(1904r.)
tłum. Z. Kubiak
TOMASZ RÓŻYCKI
Plecak
Ten świat, a także kilka innych światów
zmieści mi się w bocznej kieszeni plecaka
albo w szwajcarskiej torbie, kupionej
w sklepie z widokiem na dach, nieskończoność,
jezioro, Alpy, zęby głodnej paszczy
jeszcze otwartej. Patrz teraz jak tańczę
z butelką na głowie, trzymając w rękach kieliszki.
Ile bym kroków nie mierzył, zawsze przyjdę za szybko.
Ile pokonam przestrzeni, tyle sam przegram z czasem.
Zginąć w walce to zaszczyt. Za ofiary przepraszam.
Niosłem ostrożnie, żeby ocalić po drodze.
Upiłem, by nie uronić. Mam krótszą prawą nogę.
Ten świat, a także parę innych światów,
wysypaną z kieszeni karmę dla robaków,
dla gawronów i pleśni, razem z monetami,
za które kupisz wino i muszle z Hiszpanii.
Plecak, Tomasz Różycki
Zeszyty literackie Nr 130 (lato 2015)

I cóż zdobędę, gdy osiągnę tyle? Sen, tchnienie szału, które wyszumiało. Któż tydzień płacze, by móc śmiać się chwilę, lub wieczność sprzeda za igraszkę małą?
W. Shakespeare
Czy kocham Boga? Czy ją? Czy siebie? Nie umiem rozróżnić i jestem z tego powodu zawstydzony, bo nie tylko trudno się do tego głośno przyznać, ale nawet pomyśleć. Moja pobożność jest być może wdzięcznością pogodnego ciała, za oddech, za rytm krwi, za wszystko.
Z tomu „Nieobjęta ziemia” Czesława Miłosza
Człowiek nie uczestniczył w dziele stworzenia. Jego zadanie polega na odczytywaniu wszechświata, co daje mu prawo (a może jest to tylko uroszczenie) do nadawania imion - łańcuchom górskim, atomom, mgławicom, oceanom. One same obywają się i bez tego znakomicie. Tylko człowiek przykuty jest do imienia i nazwiska, kiedy to zostaje wpisany do księgi parafialnej, aby potem mógł otrzymywać złe lub dobre świadectwa, służyć w artylerii czy też w piechocie, założyć rodzinę, kupić dom, wstąpić do partii Czarnego Pająka lub Czerwonej Lilii, prowadzić nieubłaganą, podstępną walkę z urzędem podatkowym, a w końcu sporządzić testament i oddać parę niepotrzebnych mu już sylab cmentarnym kamieniarzom.
Mistrz z Delft, Zbigniew Herbert
Odwiedza nas 10 gości oraz 0 użytkowników.