
Pomnij na Stwórcę twego
w dniach twojej młodości,
nim złe dni nadejdą i nastaną lata,
kiedy będziesz mówił:
nie cieszą one mnie. (...)
Kiedy zamknięta będzie brama od ulicy
i nie słychać głosu żaren,
a wstaje się na głos ptaka,
kiedy córki pieśni umilkną.
I strach wejść na górę,
a na równej drodze serce będzie się trwożyć.
I zakwitnie drzewo migdałowe,
i świerszcze polne ociężeją,
i moc swoją utracą kapary,
bo człowiek teraz idzie
do swego wiecznego domu
i krążą po rynku żałobnicy.
Aż przerwie się srebrny sznur
i stłucze się lampa złota,
i rozbije się dzban u źródła,
i pęknie koło u studni.
I wróci proch do ziemi, tak jak był,
i wróci duch do Boga, który go dał.
Z Księgi Koheleta tłumaczył: Czesław Miłosz

Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy. Pierwsza – to plaga nacjonalizmu. Druga – to plaga rasizmu. Trzecia – to plaga religijnego fundamentalizmu. Te trzy plagi mają tę samą cechę, wspólny mianownik – jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność. Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć. W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka ofiary. Wszelka próba spokojnej rozmowy będzie mijać się z celem. Nie o rozmowę mu chodzi, tylko o deklarację. Żebyś mu przytaknął, przyznał rację, podpisał akces. Inaczej w jego oczach nie masz znaczenia, nie istniejesz, ponieważ liczysz się tylko jako narzędzie, jako instrument, jako oręż. Nie ma ludzi – jest sprawa. Umysł tknięty taką zarazą to umysł zamknięty, jednowymiarowy, monotematyczny, obracający się wyłącznie wokół jednego wątku – swojego wroga. Myśl o wrogu żywi nas, pozwala nam istnieć. Dlatego wróg jest zawsze obecny, jest zawsze z nami.
Imperium, Ryszard Kapuściński
Jest taka książka "Sumienie nazistów", która mówi o tym, jak stopniowo, przez całą dekadę, do kulturalnych Niemiec wczołgiwał się faszyzm. Wtedy naciskano najprostsze, najbardziej prymitywne guziki.
Doświadczenie moich rozmów z ludźmi pokazuje, że warstwa kultury jest bardzo cienka i łatwo ją zedrzeć. I jeśliby to działo się tylko na wojnie czy w łagrze... Ale to nie wymaga sytuacji ekstremalnej, nagle - pach - i ludzie się odczłowieczają.
Swietłana Aleksijewicz
Edward Balcerzan
NIE MA MOWY
W sprawozdaniu o początkach światów: obu,
(jeden zainstalowano zaświatowo,
drugi częściowo do wglądu)
nie ma mowy o początku wody,
ani echa, ani szczeliny przecieku.
Na dobitek nie ma mowy
o początku mowy. Rzekłbyś, sprawozdawca
nabrał wody w płuca tak głęboko, że
nie wypłynie z tego nawet
niedopowiedzenie.
Początek tętni międzygwiezdną
głuszą, gdy pytamy: kiedy
rodziły się wyrazy żalu lub zachwytu,
odbywały próbne wzloty zwartowybuchowych,
szły ferwory intonacji, zadęcia wołaczy?
Jak łamały się gałęzie zmierzchów,
pokrętne zawiązki pisma,
nieczytelnego - do czasu?
A zamaszyste zasiewy znaczeniowych pół?
A zarzewia składni, coraz jaśniejsze i giętsze,
że można się było dogadać
z płomieniem i z płazem (od biedy)?
Uwierzyć, nie uwierzyć, że woda i mowa
przedwcześnie zapoczątkowane w narzeczach i nurtach
zaczaiły się bezbrzeżne i wylewne (dla nas? dla nikogo?)
Nie pytać, pytać, ile razy zaczynaliśmy się
w
rzeczywistości?
Edward Balcerzan
„[…] niech Pani nie wzywa gości, niepokoi mnie samo myślenie, gdzie mogłabym ich usadzić, skąd wziąć siły na rozmowę. Duża rozbieżność we mnie istnieje teraz między lubieniem i ciekawością, co słychać, a wolą mocy konieczną do urzeczywistniania tych zjawisk. Telefonują od czasu do czasu różne osoby niewidywane już na co dzień, pytają, czy mi czego nie brakuje, czy mogłyby przyjść. Uspokajam, że wszystko w porządku i że przyjście możemy odłożyć na później”.
Maria Janion
znalezione w: Transe - traumy - transgresje. T. 2: Prof Misia
Bo mężczyzna, który kocha, raczej zniósłby, żeby go wszyscy inni, niż żeby go oblubieńcy widzieli, jak szeregi opuszcza albo broń rzuca; wolałby raczej sto razy zginąć, a cóż dopiero opuścić oblubieńca albo mu nie pomóc w niebezpieczeństwie - toż nie ma takiego tchórza, którego by sam Eros męstwem wtedy nie natchnął, tak żeby dorównał i najtęższemu z natury. Po prostu, tak jak Homer powiada, że bóg niejednemu bohaterowi ducha dodawał, tak i Eros ducha dodaje tym, którzy kochają.
Uczta, Platon
Odwiedza nas 12 gości oraz 0 użytkowników.