
Premiera Wesela na podstawie Wesela wg Stanisława Wyspiańskiego w reż. Cezarego Tomaszewskiego z Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu, to była cudowna, piękna, szmirowata pod sam dekiel katastrofa sceniczna. Jak dotąd, nic wspanialej najgorszego tej rangi wybitnych artystów podbijających bębenek absurdu, jakich mamy w Opolu, nie widziałem. To trzeba koniecznie zobaczyć na własne oczy, by w pełni docenić absolut nihilizmu przestrzeni publicznej.
Czytaj więcej: Titanic tonął, ale orkiestra grała do samego końca!

Artyści opowiadający o śmierci odsyłają nas do refleksji nad doczesnością, uwikłaniem w materializm, w grę pozorów próbującą w imię śmiertelności lub nieśmiertelności uczynić nas pokornymi konsumentami idei wiecznego piękna i zdrowia. Narracje opowiadające o śmierci są więc w szczególny sposób antysystemowe. Podważają zasadność konsumpcyjnego pędu, marność gromadzonych dóbr. Są antysystemowe również w odniesieniu do wizji pozaświatowej szczęśliwości, wykazują ich raczej niepewny status. Sąd, raj i piekło mają miejsce tu i teraz, w codzienności, w biografii, na strzałce czasu. Wraz z artystami podróżujemy: od świadomości ciała przechodzimy do świadomości uwikłania ciała w system, w konsumowanie (również martwych ciał) i stajemy w obliczu rozpadu form, postulatów, definicji wartościowego życia i szczęścia, normalności i aberracji. Śmierć nie jest ze sfery sacrum, umieramy w profanum.
Sztuka współczesna, w swojej wielości form oraz złożoności, w obliczu ciągłej reinterpretacji znaczeń oraz ich negocjowania, jest dobrym materiałem dla medytacji o niestałości i nietrwałości. Śmierć i sztuka pobudzają wyobraźnię, stawiają jednostkę w kontekście pewnej społeczności, jej wyobrażeń o tym, co jest słuszne, akceptowalne, w kontekście pytań o dobro i zło. Wbrew pozorom doświadczenie estetyczne nigdy nie jest przeżywane w samotności, lecz odbywa się w obrębie kodów i symboli danej kultury. Również umieranie jest faktem społecznym. Formy (również artystyczne) dezaktualizują się, stają się niezrozumiałe, przemijają. Śmierć nie umiera nigdy.
Przemysław Chodań
(fragment z dodatku Ars Moriendi do Tygodnika Powszechnego Nr 13/2015)
Bezsilne siłowanie się z każdym kolejnym dniem tygodnia. Ze zlewaniem się w wielką pulpę całokształtu trywialnych błahostek. Może tak ma wyglądać owo nie zatrzymywanie się nad nieistotnościami. Lecz co istotnością w takim bądź razie pozostaje? Ile osobowości, tyle klisz i filtrów nałożonych na ten zoptymalizowany termodynamiką świat. Miejsca, rzeczy, zdarzenia, dzieją się przez pryzmat osobowości jednostki. Ów wielomian złożony ze zmiennych i stałych połączonych działaniami plus / minus, mnożeniem, podnoszeniem do potęgi o naturalnym wykładniku, zdaje się być płodozmianem. Wariacją na temat tego, że nic nie staje się jedno, nic nie jest jedno. Jest osobliwość, w znaczeniu czysto fizycznym, kultury bytu.
Znalezione w opracowaniu Chwina pojęcie marzenia o byciu nieurodzonym, przedłożone do wglądu Kainowi podczas jego lucyferycznej podróży, zatrważa istotnością znaczeniowej decyzji nieprzynależnej przecież śmiertelnej jednostce, która już jest, a stała się z woli wyższego. Zatem podróż w stronę twórczości Byrona jako kolejna ścieżka podróży nie koniecznej, ale wciąż subtelnie możliwej, zdaje się zapraszać w swoje ostępy. Oto nienasycenie...
Ptak leci. Jednocześnie zaszczekał pies.
Zamiast powiedzieć: „Ptak lata, pies szczeka” powiedziałem naumyślnie: „Lata pies, ptak szczeka”.
Co jest w tych zdaniach mocniejsze - podmiot czy orzeczenie? Czy w „lata pies” raczej „lata” jest nie na miejscu, czy „pies”? A także: czy można by napisać coś opartego na takim perwersyjnym kojarzeniu pojęć, na rozpuście języka?
Dziennik 1959-1969, Witold Gombrowicz
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013
Potocki jest człowiekiem swoich czasów, kiedy rozumuje w kategoriach charakteru narodowego, ale tym, co zawsze będzie go wyróżniać, jest odrzucanie stereotypów. Nie pozwala sobie na mówienie o narodzie tureckim, odkładając to do chwili, kiedy uzna, że dostatecznie dobrze go poznał. Przypisuje mu zatem przymioty, które go poruszają i powinny też spodobać się matce, ponieważ to dla niej opisuje łagodność narodu, przepełnionego duchem pokoju, głębią i harmonijnym stosunkiem do natury, który wyraża się szczególną troską o zwierzęta i absolutnym poszanowaniem drzew: „Ściąć je największą jest zbrodnią, przeciwko której szemrze sąsiedztwo, toteż Turcy strzegą się tego usilnie”.
Co się zaś tyczy filozofii życia, głęboka mądrość Turków daje się ująć w taką oto formułę: „Maksymą ich jest, iż trzeba używać, nie zaś pozornie używać”. Ale ta sztuka życia wyraża się najlepiej nie w maksymach, lecz w literaturze:
I stąd ta filozofia tak słodka, we wschodnich tylko spotykana pismach, która nie używa błyskotliwych paradoksów, ale apologów, które zdają się swoje myśli i prawdy raczej udzielać niż narzucać swojej świadomości. Poezja w nich zawarta zbliża człowieka do natury poprzez podobieństwa wybrane w najpiękniejszych jej tworach. Alegoria, wymyślona w państwach wschodnich, żeby nią myśl przed szaleństwem despotyzmu ukryć, ustawnie się w nich odradza z bujnością krzewu zasadzonego na odpowiednim gruncie, a moralność, chroniąc się pod jej zasłonę, zaleca wzgardę wielkości, szczęście życia domowego, nade wszystko zaś bezczynność; apostoł bezczynności pewnym być może, że go na Wschodzie wszyscy usłuchają. Nic tego bardziej nie dowodzi niż okolice Stambułu.
Podróże, Jan Potocki
Znalezione w: Jan Potocki. Biografia, François Rosset, Dominique Triaire
Odwiedza nas 16 gości oraz 0 użytkowników.