
Można by to także poznać, gdyby się oglądało życie ludzkie w jasnym świetle. Ujawniłoby się wówczas, że wszystkie rzeczy wydające się ludziom wielkimi, są tylko ułudą. Stąd też słuszne zdanie, że człowiek jest niczym i że nic, co ludzkie, nie jest stałe. Z siły, wielkości i piękności śmiać się trzeba, nie przedstawiają bowiem żadnej wartości. Wydają się takimi tylko dlatego, ponieważ niczego nie widzimy dokładnie.
Gdyby ktoś mógł widzieć tak ostro, jak według opowiadań Lynkeus, który widział poprzez mury i drzewa, czy mógłby sobie wyobrazić kogoś o tak bystrym wzroku, że widziałby, z jak lichego materiału jest utworzony? Zaszczyty i sława, z zazdrością podziwiane bardziej od wszystkich innych rzeczy, pełne są nieopisanej głupoty; temu bowiem, kto dostrzegł światłość rzeczy wiecznych, wydaje się głupotą ubieganie się o tamte. Która spośród rzeczy ludzkich jest wieczna i długotrwała? To z powodu naszej słabości, sądzę, i krótkości życia rzeczy te wydają się wielkie.
Arystoteles, Zachęta do filozofii (Proteptikos)
Spośród myśli te są wolne, które mogą być wybierane dla nich samych, natomiast te, które prowadzą do wiedzy dotyczącej czegoś innego, są podobne do niewolnic. To, co ma cel w sobie, przewyższa zawsze to, co służy jako środek do czegoś innego, a to, co jest wolne, przewyższa to, co nie jest wolne.
Arystoteles, Zachęta do filozofii (Proteptikos)
Cała więc Natura jako posiadająca rozum niczego nie czyni na oślep, lecz zawsze w jakimś celu; odrzuciwszy przypadek troszczy się o cel w większym stopniu niż sztuki, bo te, jak wiemy są naśladowaniem natury. Ponieważ człowiek z natury składa się z duszy i ciała, przy czym dusza jest lepsza niż ciało, a to, co jest gorsze, musi zawsze być sługą tego, co lepsze, zatem ciało musi istnieć ze względu na duszę. Przypuszczając, że dusza ma część rozumną oraz część nierozumną i że ta druga jest gorsza, wnioskujemy, że część nierozumna istnieje ze względu na część rozumną. Rozum należy do części rozumnej; argumentacja ta zmusza nas do stwierdzenia, że wszystko istnieje z przyczyny rozumu.
Arystoteles, Zachęta do filozofii (Proteptikos)

TOMAS VENCLOVA
EXTRA URBEM
Zbliża się zima i już zaczynają
pod chmur przykryciem stroszyć się oliwki.
(Tu przydałby się zwrot: mój Septymiuszu).
Woda w zatoce nic się nie zmieniła
od czasu, kiedy liguryjskie łodzie
uległy trójrzędowcom. Tylko lekko
zgięły się sroki, co nam zastąpiły
nijaką, nędzną przestrzeń naszych miast.
Alfabet dusznej skały tudzież czasu.
Neumy piaskowca, fermaty wapienia.
Lawina ścieżki przykryła. Ciemnieją
Tylko tunele, co stoczyły górę.
Wodospad w jarze gorączkowo gwarzy
ze sobą i w kamieniołomie dawnym
starzeje się statua, której nikt już
nie wydobędzie z kokonu marmuru.
Nie rozróżniamy już prawie kierunków.
Niebo matowe jak głazy na zboczu.
Blizna łamanej linii pion przecina.
Jak barwne kostki Rubika, wzdłuż brzegu
przez morskie fale porozsypywane,
zza mgły wilgotnej przeziera osiedle -
wyspa, co nie oparła się handlowi,
kapryśnej ciżbie, zgiełkowi i śmieciom.
Szorstka zarozumiałość wód przynosi
w miejskie zaułki szepty Mezzogiorno.
Myślimy, że nie mamy nic wspólnego
z kolczugą małża, mureną, morskimi
drapieżnikami, ale się mylimy.
Plankton wciąż pluska się w imadle portu.
Zostanie po nas plankton Septymiuszu,
co starszy jest od liguryjskich łodzi.
Rzekłbym, nie wiemy, gdzie to wszystko znika,
lecz pewne jest, że nas pokona mare,
Tu, gdzie kobiety suszą swoje włosy,
gdzie migotają parasole kawiarń
i farinata zdobi stół biesiadny,
po wielu wiekach wedrą się rozgwiazdy,
przepłynie ryba, jak lustro lub grusza,
rozpryśnie się zbłąkana kropla. Słony
potok wypełni ten niewielki wąwóz -
gdzie są tymczasem tunele, turyści
wokół świątyni, sklepiki z chustami,
pulchne niemowlę, któremu się w wózku
śni pierwszy jeszcze bezforemny sen,
staruszka, która tygodniami czeka
na coraz rzadszych gości, listy, dzwonki,
potem na śmierć (a ta się często spóźnia).
My, Septymiuszu, możemy wybierać.
Los ślepy jest, lecz dźwięk jasnowidzący,
i muzyka ulega nie Ananke,
a dwóm zwaśnionym ze sobą królowym,
dwóm niepokornym siostrom. Pierwsza – Gaja,
co po praojcu Chaosie dziedziczy
naturę i potęgę mroczną. Druga -
boginią wiatrów jest i samotności.
Bądźmy więc wdzięczni obydwu władczyniom.
Milsza ta, której domem jest powietrze.
Gdy słona toń rozlewa się, a upał
straszliwie dusi płaszczyznę zatoki,
ta pełni służbę – przyjaciółka cykad
i macierzanki, ofiarowująca
spokój w powszechnej pustce. W niemilknący
opanowany jej głos się wsłuchujmy.
TOMAS VENCLOVA
tłum. Zbigniew Dmitroca
Zeszyty Literackie Nr 122
W trawie, która porosła
przyczyny i skutki,
musi sobie ktoś leżeć
z kłosem w zębach
i gapić się na chmury.
Wisława Szymborska
(Koniec i początek, fragment)
Odwiedza nas 71 gości oraz 0 użytkowników.