
W południowo – zachodniej części Opolszczyzny znajduje się malownicze miasteczko Otmuchów. Słynie z dorocznej imprezy o nazwie Lato Kwiatów. Nad miastem góruje przepiękny zamek oraz kościół zanurzone w zieleni parku miejskiego nasadzonego jeszcze przez Aleksandra von Humboldta. Jezioro, pobliskie pogranicze polsko – czeskie usiane pasmami gór. Cisza oraz spokój. Życie toczy się powoli, bez zbędnego pośpiechu, jak to dawniej bywało. Teren idealny na urlop dla osób szukających bliskiego kontaktu z naturą. Byliśmy tam spacerując po całej okolicy, napawając się pięknem krajobrazu oraz gościnnością miejscowej społeczności.
Na obrzeżach miasteczka leży uroczysko leśne zwane przez miejscowych „Bażanciarnią”. Pomiędzy koronami drzew znajduje się modernistyczna, stara wieża ciśnień, zaś na południowym skraju lasku usytuowany został niewielki kirkut żydowski. Jeszcze u początku XX wieku grzebano w tym miejscu przedstawicieli miejscowej mniejszości żydowskiej. Przez dziesięciolecia cmentarzyk zarastał chwastami, podszytem leśnym, popadając w zapomnienie oraz ruinę. Pamiętaliśmy ten teren od zawsze jako miejsce wypraw w nieznane, podniosłe oraz wyalienowane. W oczach dziecka czaiła się jakaś tajemnica podbita strachem i lękiem. Pamięć już nas zawodzi, lecz wówczas macew było więcej, a każda zdobna w napisy hebrajskie czy niemieckie. Możliwe, że były i polskie nagrobki. Tajemnica tego miejsca pociągała nas. Wracaliśmy tu na przestrzeni wszystkich lat już z większym zasobem wiedzy o konstrukcji świata oraz pragnieniach ludzkiej duszy. Wróciliśmy i dziś.
|
Cmentarz żydowski Dokumentacja zdjęciowa Pobierz (29MB) >>> |
Cmentarz żydowski Dokumentacja zdjęciowa |
Z bogów żaden nie filozofuje ani nie pragnie mądrości - on ją ma; ani żadna inna istota mądra nie filozofuje. Głupi też nie filozofują i żaden z nich nie chce być mądry. Bo to właśnie jest całe nieszczęście w głupocie, że człowiek nie będąc ani pięknym i dobrym, ani mądrym, przecie uważa, że mu to wystarczy. Bo jeśli człowiek uważa, że mu czegoś nie brak, czyż będzie pragnął tego, na czym mu, jego zdaniem, nie zbywa?
Uczta, Platon
A niegodziwiec to taki miłośnik wszeteczny, taki, co więcej ciało kocha niż duszę. I taki nie wytrwa długo, bo jemu nie to miłe, co trwa, i niech tylko okwitnie ciało, które kochał, on leci dalej, w świat i, łotr, nie dba o to, co tyle razy mówił i obiecywał. Ale kto sobie w drugim upodobał charakter i ducha dzielnego, ten zostanie przez całe życie, bo się w jedno stopił z tym, co trwa.
***
(...) czuła przyjaźń z mężczyznami powstaje w nas na tle przywiązania do tego, co jest nam samym pokrewne.
Uczta, Platon
A cóż myślisz - powiada - gdyby komu było dane zobaczyć piękno samo w sobie, nieskalane, czyste, wolne od obcych pierwiastków, nie splamione ludzkimi wnętrznościami i barwami, i wszelką lichotą śmiertelną, ale to nadświatowe, wieczne, jedyne, niezmienne piękno samo w sobie. Co myślisz, czyby mógł jeszcze wtedy marne życie pędzić człowiek, który aż tam patrzy i to widzi, i z tym obcuje? Czy nie uważasz, że dopiero wtedy, gdy ogląda piękno samo i ma je czym oglądać, potrafi tworzyć nie tylko pozory dzielności, bo on nie z pozorami obcuje, ale dzielność rzeczywistą, bo on dotyka tego, co naprawdę jest rzeczywiste. A skoro płodzi dzielność rzeczywistą i rozwija, kochankiem bogów się staje, i jeśli komu wolno marzyć o nieśmiertelności, to jemu wolno.
Uczta, Platon
Kolejna podróż w ciekawość nie dosyć poznawanego świata. Lazur słonecznego nieba niósł fale jeziora. Szuwary przekomarzały się z nielicznymi o tej porze dnia komarami. Myśli nie było żadnych. Oto słońce na wciąż niedoszłej plaży utopionej pod nikłym lustrem wody przyodzianym w dywan sinic i glonów. Byliśmy na ten czas u schyłku onego jeziora, nad którym dogorywały nieśpiesznie ośrodki lecz z właściwą dla tego procesu atencją dziejów. Drobne siewki drzew godnie porastały na ich dachach. Zacieki niezamalowanych porostów kolonizowały niepoobielane ściany. Rdza korodowała wystające donikąd, ściekowe rury, usychające z niespełnionej miłości wobec braku wody. Okna całe, niepotłuczone jeszcze, pełne zacieków z niedomytych oznak niegdysiejszego życia. Trawniki wciąż koszone regularnie, szum lip rozpościerających swoje konary we władaniu nieba. Krzyk dzikich kaczek, igraszki ryb, betonowy opatrunek – połamany czasem – spinał, na ile mógł, falochron w jednolitą całość. Turzyce brały go we władanie. One same nikłe i ulotne, lecz powtarzalne, z każdym sezonem dopełniały ogromu zniszczeń na betonowym opatrunku jeziora. Spalone mapy Tomasza Różyckiego krzyczały i tutaj: Jesteśmy.

Człowiek w tym wszystkim, co najważniejsze i najbardziej znaczące, jest niewolnikiem Mocy, której w żaden sposób nie może się przeciwstawić, a to poddaństwo bierze początek z jego kondycji „śmiertelnika”, a potem trwa niezmiennie na skutek czasu, który ani na chwilę nie przystaje, na skutek nadciągającej starości, na skutek chorób (keres), które są przyrodzone jego ciału jak namiętności naturze jego duszy. Ludzka godność ma w tym swoje źródło, to także jest podwaliną ludzkiej wolności (IX, 28).
Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015
Odwiedza nas 73 gości oraz 0 użytkowników.