
do czego się modlić, jeśli nie ma wróbli?
skoro poznikały całkiem bez przyczyny,
pozostaje czekać na kolejne pustki
i dni bez okruchów sypanych na beton.
gdzie i kiedy odeszły, kto będzie następny?
może ja, bo ta wiosna tak słabo się trzyma
mojej głowy i jakoś nie potrafię myśleć
nad ranem nie o tobie, a każdy zaimek
wydaje się bezwzględny i wskazuje tylko
na dziwnie próżne miejsce ukryte za mostkiem,
pragnące się napełnić czymś innym niż smutek
z powodu zaginięcia pospolitych ptaków,
co odeszły chyba bez jasnej przyczyny,
skowytu czy huku, zostawiając resztki
chleba na chodniku, zwykłą nieobecność,
która jest straszniejsza od zagłady świata.
Paweł Podlipiniak, wiersz na zakończenie czasu
Topos, nr 4 (131)/2013
Nie jest ważne, w tym punkcie, do jakiego stopnia ów obraz świata ludzkiego nieuleczalnie ułomnego jest „dobry”: ważne jest, że stał się nieodmiennym fragmentem duchowego rozwoju Europy, tematem powracającym nieustannie w refleksji filozoficznej najróżnorodniejszej – bynajmniej nie chrześcijańskiej tylko lub wprost przez chrześcijaństwo inspirowanej. Jezus tłumaczył ludziom, że są nędzarzami i że zatajają przed sobą własną nędzę; Pascal, gdy przyswoił sobie tę wiarę, uczynił z niej ośrodek życia duchowego. Rację ma każdy, kto powie, że myśl ta nieraz służyła do tego, aby obezwładnić ludzi w pragnieniu poprawy doczesnego bytu, że usprawiedliwiała ducha rezygnacji wobec losu, że wymuszała zgodę na zastane warunki, że sięgano do niej po to, by gasić doktryną protesty zbiorowości uciskanych i upośledzonych przeciwko eksploatacji, że nadawano jej sens, który cnotą czynił niewiarę w jakąkolwiek realną naprawę świata. Prawdą jest także, że zdobił się nią nieraz chór sytych i zaspokojonych, którzy tłumaczyli głodnym i upośledzonym, że dobra ziemskie są mało warte, a losem doczesnym nie należy się trapić. Przestała nas prawie wzruszać obrzydliwość tych interpretacji, tak się od nich roi w dziejach chrześcijaństwa.
Leszek Kołakowski, Jezus Chrystus – prorok i reformator
Jezus w rzeczywistości nie tyle zastępuje pewne przepisy innymi, nie tyle uzupełnia je lub poprawia, ile uczy, że wszelkie przepisy są zbyteczne, jako że miłość sama pochłania sobą nakaz i uzbytecznia go niejako w spontanicznej więzi – a tylko miłość jest ważna. Innymi słowy: więź umowy między człowiekiem i Bogiem nie zostaje odmieniona przez zmianę treści umowy, ale istnieć w ogólności przestaje na rzecz więzi miłości.
Tak pojmował naukę Chrystusa Paweł, tak Augustyn, tak Luter. Tylko to ma wartość prawdziwie, co z miłości pochodzi, ale cokolwiek z miłości korzenia wyrasta nie może być sądzone prawem ani mierzone paragrafem ustawy. Nie liczy się nic, co jest gestem, jeśli skądinąd pochodzi, aniżeli z pragnienia, by pełnić wolę Bożą. Każdy z nas dźwiga powinności wobec świata, ale nie ma uprawnień, nie może rościć sobie pretensji do świata albo czegokolwiek od niego oczekiwać. Z ogromną siłą – po raz pierwszy tak radykalnie w kulturze śródziemnomorskiej – wypowiedziana została reguła fundamentalnej dychotomii: dusza i reszta świata, dobra wola i byt rzeczy w całości. Tylko dusza się liczy. W obliczu nadciągającej katastrofy totalnej tylko ślepiec liczy jeszcze na doczesne sukcesy. Królestwo niebieskie jest perłą drogocenną, za którą trzeba oddać wszystko, co mamy, całą majętność; „co za pożytek człowiekowi, choćby świat cały pozyskał, a na duszy swojej poniósłby szkodę?”.
Misją Jezusa Chrystusa jest ujawnianie nędzy doczesności. „Darmoście wzięli, darmo dawajcie. Nie miejcie złota ani srebra, ani pieniędzy w trzosach swoich. Ani torby podróżnej ani dwu sukien, ani sandałów, ani laski”. Wszystkie więzy doczesne, wszystko co łączy nas ze światem fizycznym, znikomieje do nicości w świetle tej jednej ważnej prawdziwie – więzi z Bogiem. Reszta jest wtórna – już to obojętna, już to wroga.
Leszek Kołakowski, Jezus Chrystus – prorok i reformator
Istnieją dwie absolutnie pierwsze zasady wszystkich prawd, jedna z nich jest zasadą prawd twierdzących, mianowicie twierdzenie: cokolwiek jest, jest, druga jest zasadą prawd przeczących, mianowicie twierdzenie: cokolwiek nie jest, nie jest”.
Immanuel Kant, Krytyka czystego rozumu
Nie należy zakładać wielości bez konieczności. Na próżno staje się przez większą ilość to, co może stać się przez większą.
Odwiedza nas 86 gości oraz 0 użytkowników.