
Po urodzeniu ważyłem 5,5 kilo / spędziłaś 36 godzin na twardym łóżku szpitalnym, zanim wydarłaś mnie na świat / trzymałaś mnie cały ten czas, jaki twoje ciało mogło mnie pomieścić / dobrze ci było ze mną w środku? / nie byłem ci źródłem szałów, palpitacji, ciosów, lęków, nienawiści, służebności? / dobrze nam było, tak złączonym, ja w tobie pływając na ślepo? / co wówczas mi mówiłaś z cichą mocą, która już potem nigdy nie zniknęła? / musiałem być bardzo szczęśliwy wewnątrz ciebie / pewnie chciałem nigdy stamtąd nie wychodzić / wyrzuciłaś mnie a to co wyrzucone wyrzuciło ciebie /
To są upiory, które prześladują mnie właśnie dziś / w moim wieku / jak kiedy pływałem w twych wodach? / stąd się bierze ta moja ślepota, powolność, z jaką się dowiaduję, jakbym nie chciał, jakby najważniejsza wciąż była ciemność, którą na mnie spuściło twoje łono czy dom? / mrok o ogromnej miękkości? gdzie daleki blask nie karze światem kamieniem ani bólem? to życie z zamkniętymi oczami? dlaczego piszę wiersze? żeby powrócić do łona, w którym rodzą się wszystkie słowa? / po wątłej nici? / poezja jest imitacją ciebie?
Juan Gelman z tomu Carta a mi madre (1984-87)
Muzyki żałobne Juana Gelmana, Zeszyty Literackie Nr 123
Wyszliśmy z natury i nie wrócimy do niej nigdy w tym znaczeniu, w jakim naturalność zakłada spontaniczne, bezrefleksyjne, przeszłości niepamiętanie a wobec przyszłości beztroskie przystosowanie do świata. Świat stał się obcy człowiekowi z ludzkiej winy, konflikty interesów układają się w ład pozorny tylko i maskujący groźny chaos wrogich ambicji; ludzie stworzyli sobie świat sztucznych potrzeb, sztucznych artefaktów, pozornych realizacji, zabiegają o to, co ich gubi jako osobowości samowiedne, a konstytuuje jako kukły w ślepej grze skłóconych interesów.
Niczego nie dokażemy babrząc się wzajemnie i wymyślając sobie od hipokrytów, głupców i niedołęgów. Natomiast dążyć trzeba do tego, aby w tych Polakach obudziła się świadomość ich nierealności, tej fikcji, jaką żyją, i aby ta świadomość stała się w nich decydująca. Trzeba im powtarzać: ty nie jesteś taki, ty naprawdę już wyrosłeś z tego co mówisz, ty zachowujesz się tak bo dostrajasz się do innych, celebrujesz, bo wszyscy celebrują, kłamiesz, bo wszyscy kłamią, ale i ty i my wszyscy jesteśmy lepsi od farsy w której występujemy - to im trzeba mówić póki ta myśl nie stanie się dla nich deską ratunku. Ten rodzaj Ketmanu jest nam koniecznie potrzebny. Musimy poczuć się jak aktorzy złej sztuki, którzy w swych ciasnych i banalnych rolach nie mogą się wygrać. Ta świadomość pozwoli nam przynajmniej przechować naszą dojrzałość do czasów, w których będziemy mogli stać się bardziej rzeczywiści.
Dziennik 1959-1969, Witold Gombrowicz
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013
Odwiedza nas 19 gości oraz 0 użytkowników.