
Teatr Kochanowskiego (17.09.2013); Sławomir Mrożek, Miłość na Krymie: „ZACHEDRYNSKI - Pietia, ja na północy z jednym ekonomistą siedziałem. I rąbiemy sobie z nim las, pod eskortą, znaczy się, i on do mnie powiada: "Iwanie Nikołajewiczu, czy wiecie, kiedy u nas dobrze będzie?" A kiedy? - ja na to. "Kiedy kurwy z zagranicy do nas zaczną przyjeżdżać. To w ekonomii znak jest nieomylny. Nie żadne tam Marksy ani Friedmany, to wszystko plewy. Ale kiedy kurwy zagraniczne do Rosji zaczną się zlatywać, to będzie znaczyło, że ekonomia na nogi stanęła. One wiedzą najlepiej, gdzie jest dobrze, ja wam to mówię. A człowiek był uczony.”
Gazeta Wyborcza Opole (17.09.2013); „Prezydent RP jedzie, prostytutek przy drogach ma nie widać: Policjanci z Opola zdradzają, że od kilku tygodni muszą uprzykrzać życie prostytutkom wystającym przy głównych drogach w regionie. Dzisiaj podczas wizyty prezydenta RP na Opolszczyźnie panie mają zniknąć z poboczy.
- W poniedziałek (wczoraj - red.) policjanci byli wysyłani, by przemówić paniom przy drogach do rozsądku. Przekonać, by dziś, gdy na Opolszczyźnie będzie prezydent Komorowski, po prostu się nie pojawiały - słyszymy od policjantów.
Dyrektor Teatru Kochanowskiego po raz trzeci zaserwował kotlet. Czuć już swąd „przypalenizny”, ale bez obaw – publiczność z pewnością to kupi. Wszak szerokie spektrum niewyrobionej widowni, niezbyt często goszczącej w teatrze, lubi rzeczy znane, śmieszne i mocno rozrywkowe bez ryzyka zmuszania głowy do krztyny myślenia. To jak z misją publiczną TVP, która niby jest, a jednak jej nie ma. Nie mogło być inaczej. Z czegoś żyć trzeba: sukces frekwencyjno – kasowy zapewniony. W tym miejscu szczególne, ponowne, i bardzo głębokie ukłony dla władz Województwa Opolskiego za skuteczne dorzynanie wysokiej kultury (na drogi spot z reklamą kołocza w TV było - smacznego). Zacna to myśl, że ogłupiałym społeczeństwem rządzi się zdecydowanie łatwiej, znalazła potwierdzenie na deskach Kochanowskiego, gdzie po raz trzeci podano farsę Raya Cooney’a. Zatem igrzysk i chleba, a wszystko to i tak pozostanie w rodzinie.
Czytaj więcej: Odcinanie kuponów po raz trzeci, czyli wszystko w rodzinie
Z dwóch ludzi, którzy nie doświadczyli sami istnienia Boga, ten, który przeczy Jego istnieniu, jest Mu być może bliższy. Fałszywy Bóg, który we wszystkim przypomina prawdziwego, z wyjątkiem tego, że nie można się z nim zetknąć, będzie zawsze przeszkodą w dojściu do Boga prawdziwego.
Simone Weil
Byliśmy strawieni przez słońce u podnóży nieodległych gór. Unurzani w wodnej toni przepełnionej życiodajnym tchnieniem. Od ostatniej wizyty, młode ryby szukające schronienia nieomal na samej plaży, zdążyły podrosnąć, zaś ich ławice zmalały przetrzebione przez drapieżne stworzenia z lądu, wody, powietrza. Śmiałym pluskiem wody bogatej w glony mówiły – jesteśmy. Toń jeziora niosła rybi zapach, liczne piórka wszechobecnego ptactwa, słodkowodne strzępy pourywanych wodorostów. Przed nami małe wysepki, wciąż tajemniczo nieodkryte – kusiły. Toń wodną cięły powynurzane tu i tam łachy piachu służące odosobnieniu w słonecznej kąpieli to nam, to ptakom. Latały pogąsieniczne cytrynki, bielinki kapustniki, roiły się w trawach komary. Potężny dąb śpiewał liśćmi do nieba błękitu. Na lewej flance horyzontu z wody wystawało miasto przybrane, na zmianę, w stalowe, a czasem w prawdziwe żurawie. Wszelki byt dział się na poziomie własnej świadomości bogaty w harmonię zaplataną wspólnym co do zasady DNA w różnorodności niczym nienaruszonych, gatunkowych genów. Trwała pieśń długa - niemająca początku i końca. Wygrywaliśmy na tej pięciolinii własne nuty w pełnej harmonii oddychania.
Złych, przyjacielu, dostaliśmy sąsiadów: żurawi. Wieczną wojnę toczą nad tym kawałkiem ziemi. Jak z naszymi ojcami nie byli w zgodzie, tak po nich z nami nie zaprzestają wojny. I nic to, że składaliśmy im nieraz pierwociny żniw i nawet cząstkę tej ziemi niby bogu poświęcone żuławy oddaliśmy niewdzięcznikom. Ale snadź nie masz w nich szacunku dla darów. Tak więc wszyscy się stąd zabieramy: lepiej nam skały uprawiać niż mieszkać wśród dolin i pagórków mając tak przykrych sąsiadów.
Ajgejros do Platana
Listy obyczajowe, sielskie, miłosne; Teofilakta Symokatty
tłumaczenie.: Mikołaj Kopernik
Mamy, na szczęście, tę możliwość, że w zależności od takich lub innych sytuacji, ustanawiamy formę naszego istnienia, a forma wyznacza nasze związki z życiem, ze światem, tworząc i nas, i świat.
Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski
Odwiedza nas 72 gości oraz 0 użytkowników.